Zwierz popkulturalny kontra świat snobistyczny
Blog > Komentarze do wpisu
Płaszcz, Rewolucja i bohater na wiek XXI czyli zwierz spogląda na Jacka Harknessa

 

Hej

 

Drogi zwykły czy przygodny czytelniku, jest sobota może więc wybierzesz się na spacer, zwłaszcza,  że od wczoraj mamy nagły niespodziewany atak wiosny, co zawsze skłania do spacerów. Czytelniku mniej normalny ( zwierz ma dziwne wrażenie, że jest was wielu) pozostań przy komputerze, bowiem oto zwierz zagłębia się w sprawy niszowe, wewnętrzne i nie mające swojego wielkiego uzasadnienia,  poza tym, że o napisanie o nich zwierza poproszono ( a sam zwierz czuły jest na prośby swoich czytelników). Nie mniej jednak jeśli wszyscy czytelnicy pozostaną przy komputerach zwierz ma dla nich wpis, o postaci, która pokazuje, że jeśli nie chcesz robić rewolucji możesz po prostu udać, że już się odbyła.  I o tym jak stworzyć bohatera , który jest dokładnie taki sam i inny niż wszyscy.  Tak moi drodzy zwierz napisze o Kapitanie Jacku Harknessie. 

 

WPIS TEN DEDYKOWANY JEST DRAKAINIE Z PROŚBĄ O PRZYJĘCIE :P

 

 

 Zacznijmy od ustalenia jednej absolutnie kluczowej sprawy

 

Inspiracją do wpisu zwierza był nie tylko krzyk jaki podniósł się pod wpisem o najlepiej ubranych telewizyjnych bohaterach, gdzie zwierz ( zdaniem niektórych haniebnie ) pominął Kapitana i jego cudowny bohaterski płaszcz a’ la lata 40 ( padła nawet propozycja by napisać tylko o płaszczach!). Tak naprawdę o tym by napisać o głównym bohaterze serialu Torchwood i najbardziej nie ortodoksyjnym towarzyszu Doktora Who zwierz myślał od dawna. Dokładniej myśl ta nawiedzała zwierza po każdym odcinku serialu Glee. Dlaczego? Otóż Glee to serial dla młodzieży,  który pragnie pewnej obyczajowej rewolucji połączonej z edukacją ( teoretycznie dwa słowa nie powinny występować obok siebie ale cóż zwierz poradzi, że taka prawda). Na czternaścioro głównych bohaterów czwórka z nich to homoseksualiści, pojawia się też wątek biseksualnej dziewczyny. Od ponad sezonu większość odcinków przypomina edukacyjne broszurki, w których po kolei scenarzyści odhaczają problemy od edukowania o tolerancji po problemy mniejszości seksualnych w szkole ( brak akceptacji przez rówieśników czy rodziców), wszystko zaś nawet bez ukrywania, że o edukację chodzi. Zwierz rozumie to podejście, ale na dłuższą metę wydaje się ono koszmarnie krótkowzroczne – tym, którzy znajdują się w trudnej sytuacji serial raczej nie pomorze ( wszystko tam rozgrywa się nieco zbyt łatwo), ci których ma nauczyć jak się zachować – cóż każdy edukowany wie, że jest edukowany a to nigdy nie sprzyja łatwemu i mimowolnemu przyswajaniu informacji. 

 

 Kiedy Jack po raz pierwszy pojawia się serialu raczej na pierwszy plan wysuwa się fakty, że nie widzi nic dziwnego w tańczeniu walca na zaparkowanym pod Big Benem statku kosmicznym w czasie bombardowania. Już wtedy wiadomo, że to fajna postać

 

Co z tym wszystkim wspólnego ma Jack Harkness, podróżnik w czasie, szef instytucji zajmującej się dbaniem by ziemia nie została zajęta czy zniszczona przez obcych? Zdaniem zwierza wiele.  Scenarzysta Doktora Who nie czekał na rewolucję, po prostu wprowadził do serialu ( kierowanego jednak przede wszystkim do starszych dzieci i młodzieży) bohatera biseksualnego ( a właściwie omniseksualnego jeśli weźmiemy pod uwagę, że kosmos stanowi tu ostateczną granicę). Jack Harkness zanim dostał własny już bardziej dorosły serial pojawił się bowiem najpierw w pierwszym sezonie odnowionego Doktora Who.  I tu właśnie zasadza się największy sukces tej postaci i coś co czyni ją fascynującą. Otóż seksualność bohatera, choć wyróżniająca go na tle innych postaci ( w Doktorze Who seksu właściwie nie ma więc już jakakolwiek seksualność jest wyróżniająca)  jest tylko jedną z jego licznych cech. Nie stanowi jądra tej postaci, nie wyznacza jej zarezerwowanego dla mniejszości miejsca w serialu, nie jest cechą absolutnie dominującą i przejawiającą się np. w wyglądzie. Innymi słowy scenarzyści zrobili to co sami dawno postulowali –  odmienna orientacja nie jest tu wystarczającym opisem postaci ale jedną z jej cech – podobnie jak bycie heteroseksualnym. Co więcej bohaterowie natykając się na niego sami nie uważają tej cechy za centralną .  Zdaniem zwierza jest to jedno z najbardziej nowatorskich i nieco przełomowych posunięć w sposobie konstruowania queerowych postaci w serialach – zwłaszcza w serialach przeznaczonych dla młodzieży.

 

Jack Harkness to bohater który zanim do ciebie strzeli ładnie się uśmiechnie, a kiedy cię zabije znajdzie dowcipną puentę.

 

Bo nawet gdyby Jack Harkness uganiał się wyłącznie za dziewczynami to i tak było by o czym dyskutować. Jako, że Harkness pojawia się po raz pierwszy w odcinkach Doktora Who to nie trudno powstrzymać się od porównań – zwłaszcza, że obaj egzystują w tym samym uniwersum. Zdaniem zwierza Jack Harkness jest postacią zbudowaną w niemal idealnej antytezie do Doktora. Obaj są zasadniczo rzecz biorąc nieśmiertelni,  choć Jack pozostaje zawsze ten sam ( nawet starzeje się dużo wolniej) zaś Doktor wciąż się zmienia. Jack kiedy go poznajemy nie ma zbyt wielu ideałów i właściwie to chce się znaleźć jak najdalej od niebezpieczeństwa, oraz po prostu uniknąć kłopotów.  Doktor sam kłopoty się pakuje w imię jakichś wyższych wartości. Doktor jest w dużym stopniu aseksualny, Jack wręcz przeciwnie. Doktor ucieka od przemocy ( przynajmniej nigdy nie widzimy by jej użył), nie nosi broni, Jack jest pod tym względem klasycznie bohaterski czyli strzela do wszystkiego co się rusza jeśli zajdzie taka potrzeba.  Doktor posługuje się właściwie nie znającym odstępstw kodem moralnym, Jack … cóż jest gotowy do nieco mniej restrykcyjnego podejścia do własnych zasad. Teoretycznie  nic nie powinno tych dwóch postaci łączyć ale jednak – po pierwsze kiedy Jack spotyka Doktora to jednak wywołuje to na nim ogromne wrażenie. Właściwie można uznać, że determinuje w pełni jego istnienie. W sumie jeśli się nad tym zastanowić, można oglądać serial Torchwood trochę jako opowieść o tym jak potrafią toczyć się losy tych ludzi, którzy nawet na chwilę spotkali Doktora ( i których on sam z premedytacją porzucił po drodze). Jednak nie chodzi tylko o pewien zestaw zasad, które Jack przejmuje od naszego ulubionego podróżnika w czasie. Chodzi też o ten sam wynikający z nieśmiertelności czy długowieczności problem – obaj żyją właściwie z poczuciem  nie kończącej się i nieuniknionej straty. Teoretycznie obaj mogli by wieść samotniczy żywot ale wydaje się, że tu leży cały haczyk wieczności ( w wykonaniu na uniwersum Doktora Who/ Torchwood)  nie można jej spędzić samotnie nie tracąc człowieczeństwa, a otaczanie się ludźmi oznacza stratę. I tak tracić będą i Doktor, i Jack – i w obu przypadkach nawet teoretyczna możliwość przywrócenia kogoś do życia będzie rozwiązaniem nie wystarczającym. Pod tym względem obaj noszą w sobie nieznany zazwyczaj bohaterom seriali rozrywkowych autentyczny rys tragiczny. Zwierz ośmieli się jeszcze dodać, że nawet urabnie obu bohaterów w długie płaszcze ( choć Doktora dopiero w następnym wcieleniu) każe się dopatrywać pewnego podobieństwa. Ów koszmarnie chyba nie praktyczny płaszcz ( świetnie wygląda kiedy się w nim biega i stoi ale to chyba tyle jeśli chodzi o użyteczność) jest pewnym znakiem bohatera. A w kodzie BBC - bohatera ze skazą ( serio czy oni tam mają jakieś zasady dotyczące kostiumów?)

 

 Zdaniem zwierza trzeba być bardzo pewnym siebie, żeby wygłosić powyższe zdanie:P

 

 

Nie mniej zdaniem zwierza popularność Kapitana Jacka Harknessa,  który doczekał się własnego serialu nie wynika jedynie z faktu, że można go porównywać z Doktorem. Jest to bowiem idealna wariacja na temat klasycznego bohatera filmowego czy serialowego, jakiego widz bardzo dobrze zna. Wspomniany wcześniej płaszcz nie jest przypadkowym rekwizytem, podobnie jak nie jest przypadkowe obsadzenie w roli Kapitana Johna Borrowmana, który ma odpowiednio kwadratową szczękę i niebieskie oczy bohatera ratującego świat z opresji ( zwierz nie będzie się rozwodził nad faktem, jak dobrze aktorzy teatru musicalowego sprawdzają się w rolach bohaterów nie mniej radzi przemyśleć to zdanie). Dorzućmy do tego jeszcze amerykański akcent, poczucie humoru i sprawne posługiwanie się pistoletem, a dostajemy właściwie bohatera idealnego. I właśnie w tym momencie pojawia się to co decyduje o jego popularności – to drobne ale, które w pełni uwidacznia się pod koniec mini serii „ Children of Earth” ( Uwaga spoiler tak na wszelki wypadek) gdzie Jack poświęci własnego wnuka w imię ratowania milionów dzieci na świecie. Niby to szlachetne, ale poświęcenie dziecka, zwłaszcza z własnej rodziny, w imię wyższego dobra to ten rodzaj moralnych dylematów z którymi klasyczni bohaterowie nie muszą się zmagać. A nawet jeśli muszą to zostają od nich w ostatniej chwili uwolnieni. Podobnie jak nie musza się zmagać z całym bagażem dziesięcioleci spędzonych w nie swoich czasach. I nie zawsze w pełni moralnymi wyborami jakie podejmowali przez dziesiątki lat.  

 

 Jack ma bardzo rzadką cechę - jest postacią dowcipną ale nie komediową

 

Tym jednak co zwierz uważa jest najciekawszą innowacją w tym dobrze znanym schemacie „cudownego bohatera, który ratuje sytuację” czy nawet „ Cudownego bohatera, który ratuje sytuację nie mniej ma nieco mroczniejszą stronę i bagaż emocjonalny” to fakt, że Jack jest nieśmiertelny. Wszyscy poświęcają długie artykuły seksualności Harnessa, a tymczasem innowacją wydaje się pomysł, że nasz główny bohater nie tylko nie może umrzeć ale też widz wie, że nie umrze. Wie ponieważ  moment ostatecznego rozstanie się z życiem bohatera już mu pokazano. Z resztą zanim się zorientował, że go zobaczył (  jeden z powodów, dla których zwierz uwielbia uniwersum Doktora Who to fakt, że takie zdanie ma sens). Widzicie drodzy czytelnicy prawda jest taka, że cała kultura snucia opowieści sensacyjnej ( choć nie tylko) we współczesnym świecie właściwie przyjmuje jeden schemat – stawia się bohatera w sytuacji zagrożenia życia, przeciąga się tą groźbę jak najdłużej budząc w widzu czy czytelniku przerażenie i niepokój, po czym gdy sytuacja wydaje się beznadziejna dokonuje się zwrotu akcji na korzyść bohatera. Im więcej razy uda się zaprowadzić widzów na skraj absolutnej pewności, że bohater zginie tym łatwiej zmusić ich do dalszego oglądania historii. Co jednak kiedy odrzuci się ten motyw? Co jeśli widz nie będzie musiał się zupełnie bać o bohatera już od samego początku? Jeśli będzie miał praktycznie pewność,  że niezależnie od ilości tortur, wystrzelonych kul i pocisków bohater i tak nie zginie? Cóż przypadek Jacka Harnessa pokazuje, że można „zabijać” bohatera wcale nie pozbawiając go życia – raczej każąc mu żyć mimo tego co go spotyka. Być może dlatego, zdecydowanie gęściej niż w większości seriali padają tu bohaterowie poboczni,  chyba po to by pokazać, że śmierć w serialu jednak jest zagrożeniem.  Nie mniej zdaniem zwierza jest to ciekawa i istotna innowacja, która – gdy bohater staje się śmiertelny ( ostatni sezon) sprawia, że nagle boimy się o niego bez porównania bardziej. Śmiertelność staje się tu nową a nie znaną cechą.

 

 Krótkie acz zwięzłe podsumowanie tego co zwierz myśli o konstrukcji postaci ( zwierz przeprasza za przekleństwo)

 

Zwierzowi wydaje się niezwykle symptomatyczne że Tochrwood stało się pierwszym serialem BBC produkowanym w Stanach gdzie odniósł spory jak na brytyjską produkcję sukces. Bo Jack Harness jest właśnie tym bohaterem, którego USA potrzebuje, a którego chyba Hollywood nie potrafiłoby by jeszcze wytworzyć. Nie chodzi bowiem tylko o herosa z mroczną stroną, czy o fakt odmiennej seksualności czy braku śmiertelności. Jack Harkness jest zdaniem zwierza bohaterem z krainy niedopowiedzeń. Podobnie jak w Doktorze Who ( którego amerykanie albo lubią albo kompletnie nie łapią)nie ma tu dobrych i złych a właściwie nie ma łatwego i jednoznacznego rozróżnienia. Niby walczy się z obcymi ale czemu winny obcy, że jest obcy. To podejście wydaje się idealnie wpasowywać we współczesny świat, i wydaje się być idealnie ignorowane przez twórców większości postaci bohaterów ( nie wszystkich). Pod tym względem Jack Harkness nie czeka na rewolucje w postrzeganiu bohaterów, ich czynów i cech indywidualnych. Po prostu przebiega obok w swoim cudownym płaszczu.

 

 Na koniec odpowiedź na pytanie po co prawdziwy bohater potrzebuje płaszcza.

 

 

PS: Zwierz bardzo dziękuje ninedin za pomoc w udawaniu, że zwierz wie więcej niż wie. Zwierz obiecuje się kiedyś odwdzięczyć.

PS2: Już jutro Oscary! Zwierz nie wie jeszcze o czym napisze ale od mniej więcej 1 będzie można śledzić jego jak zwykle błyskotliwe wpisy na facebooku gdzie zwierz całe wydarzenie będzie komentować.  Ale jeśli nie macie facebooka nie bójcie się – zwierz napisze też notkę

sobota, 25 lutego 2012, ratyzbona
Brak przecinków, obecność błędów ortograficznych i literówek wynika z dysortografii zwierza. Próba poprawienia wszystkich błędów uniemożliwiłaby pisanie bloga.
Komentarze
2012/02/25 12:13:50
Em, jako osoba z dedykacji, czuję się w obowiązku skomentować, ale ponieważ porządny komentarz (zwłaszcza w kwestii seksualności, ale i nieśmiertelności) muszę sobie przemyśleć, na początek tylko jedna uwaga:

W kwestii "moment ostatecznego rozstanie się z życiem bohatera już mu pokazano", zakładam, że chodzi [uwaga, potencjalny spoiler!!!] o Face of Boe. Otóż powtarzanym do znudzenia zdaniem scenarzystów/producentów, do którego wyjątkowo się skłaniam, był to inside joke, a nie wskazówka co do tożsamości FoB lub też przyszłych losów Jacka. On był raczej takim pin-up boy na Boeshane Peninsula, gdzie się w tym LI wieku urodził i wychował, co jako osobnik niepozbawiony próżności (która tylko dodaje mu uroku, ale też związana z nią pewność siebie gubi go w Children of Earth), wspomina w rozmowie z Doktorem i Marthą, a im się kojarzy z zupełnie czymś innym.
-
2012/02/25 12:30:10
Ja tam się trzymam wspomnianej przez Drakainę wersji, bo, inside joke czy nie, bardzo mi się podoba :D
Czy Zwierz jarał się tak bardzo jak ja faktem, że Torchwood to anagram Doctor(a) Who?
-
Gość: SLD, public345.cdma.centertel.pl
2012/02/25 12:40:52
Też uważam, że to inside joke, ale drakaina odwróciła zdarzenia. Finał 3 sezonu miał sugerować że Jack w koncu zamieni się w FoB i wtedy przyjmie pseudonim ze swojej młodości, a to, że w czasach tej młodości mógł istnieć na raz w kilku wersjach czasowych to inna sprawa.

Czyli rzekomy mechanizm wygląda: nieznany osobnik na Przylądku Boeshane wygrywa konkurs modeli czy czegoś i dostaje ksywkę Twarz Boe -> nieznany osobnik zostaje Agentem Czasu, potem dezerteruje i ląduje jako szmugler w Londynie pod ksywką Jack Harkness - Jack Harkness przeżywa to co znamy z DW i TW po czym wraz ze starzeniem (starzeje się wszak) zaczyna coraz mniej wyglądać jak człowiek - Jack Harkness będąc wielką głową przyjmuje ksywkę Twarz z Boe dla uhonorowania swej młodości i po miliardzie lat spotyka trzykroć Doktora nieświadomego, że FoB to Harkness.
-
Gość: 4647, nat4-146.ghnet.pl
2012/02/25 12:45:29
To ja może jeszcze od siebie dorzucę słów parę o sprawności, z jaką scenarzyści tworzą relacje intepersonalne :) Jedną z rzeczy, która uderzyła mnie podczas oglądania Torchwooda (oraz Doktora) jest sposób, w jaki Jack działał na ludzi, przez których życie się przewinął. Gwen, Ianto, Angelo... W sferze emocjonalnej sporo tu niedopowiedzeń, niuansów i subtelnych aluzji, które dla widza są dużo ważniejsze, niż cała ta panseksualność. Tutaj też daje się zauważyć pewne podobieństwo Jacka i Doktora, którzy często nieświadomie wywierają ogromny wpływ na życia innych - i co później się na nich mści (bo tak naprawdę wątki przewodnie większości sezonów Torchwooda, gdy im się dobrze przyjrzeć, biorą się z przeszłości Jacka - mściwy brat, żądający dzieci obcy czy "plaga nieśmiertelności")
-
2012/02/25 13:47:05
@elka 17 O ile wiem, Torchwood jest anagramem Doctor Who całkowicie świadomie i nazwa pojawiła się po raz pierwszy (zakulisowo? nie pamiętam szczegółów, Ninedin ratuj) bardzo dawno.

A co do FoB @SLD...

Nic nie odwracałam, a przede wszystkim nijak nie rozumiem, co ma do rzeczy (potencjalne) istnienie Jacka "w czasach tej młodości na raz w kilku wersjach czasowych"??? W ogóle w sumie nie rozumiem, co to ma znaczyć ;) Jak dla mnie timeline Jacka (będę go tak nazywać, bo tylko pod tym przybranym nazwiskiem go znamy) do spotkania z Doktorem jest prosty: dzieciństwo na Boeshane Peninsula, zasugerowany tylko (już w TW) najazd obcych, podczas którego ginie ojciec, a Grey się gubi, następnie kariera w Time Agency (myślę, że u jej początków bądź też jeszcze zanim Jack został agentem, w jego wczesnej młodości, sytuowałabym historyjkę z "face of Boe"), gdzieś tu tajemnicze 2 lata "wyjęte z życiorysu" (wspomniana Ninedin wygrzebała kiedyś cudne wspomnienia na ten temat Moffata, z których wynika, że do dziś i on i RTD nie bardzo wiedzą, co mieli na myśli), a potem going rough i kariera naciągacza (raczej niż szmuglera, bo on naciąga Time Agency na swoje szemrane interesy) - podczas jednego z takich przekrętów Jack spotyka Doktora (akurat w Londynie używając nazwiska Jack Harkness, które do niego przylgnie i dostanie swoje romantyczne wytłumaczenie w TW, całkowicie zgodne z timeline) i w finale sezonu 1 jego życie ulega zasadniczej zmianie, ponieważ 1) staje się nieśmiertelny (gorzej: fixed point), 2) dostaje na temat Doktora obsesji i teraz całe jego życie będzie tej obsesji podporządkowane.
-
Gość: 4647, nat4-146.ghnet.pl
2012/02/25 14:03:00
@Wyżej - z tego co pamiętam, Torchwood to anagram, którego używano do opisywania taśm z nagraniami pierwszych odcinków Doktora w 2005 roku, żeby ukryć ich prawdziwą zawartość ;) Davies nie chciał ryzykować i wolał się zabezpieczyć na wypadek gdyby ktoś się skusił widząc napis "DH" na nagraniu. Wot, takie zabezpieczenie antypirackie :P
-
Gość: kala21, c84-81.icpnet.pl
2012/02/25 14:07:44
Jack w Doktorze był jak powiew świeżości... Bo ze względu na przeżycia Dziewiątego chwilami było dosyć mrocznie, a Jack zdecydowanie ożywił pierwszy sezon :)
Przewagą Doktora nad Jackiem jest to, że ten pierwszy może się zmieniać i poniekąd odcinać od swojego poprzedniego wcielenia, a Jack zawsze po śmierci budzi się niezmieniony. W DW nie czułam tak bardzo, żeby nieśmiertelność go męczyła, ale w TW (zwłaszcza w 1 sezonie) zdecydowanie widać, jak bardzo zależy mu na tym, by spotkać Doktora, który uleczy go z tej 'przypadłości'. I tu zdecydowanie najsmutniejszą sceną, gdy wiemy już wszystko dzięki TW, jest scena rozmowy Dziesiątego i Jacka z Utopii. Wcześniej patrzyłam na nią dość obojętnie, teraz w kontekscie Jacka, wzrusza mnie ona niemiłosiernie...

A co do FoB - nawet jeśli to inside joke, to mnie uspokaja, że jednak Jack doczeka dnia kiedy będzie mógł odejść w spokoju :)
-
Gość: Beryl, 91-192-59-155.omi.pl
2012/02/25 14:11:02
"O ile wiem, Torchwood jest anagramem Doctor Who całkowicie świadomie i nazwa pojawiła się po raz pierwszy (zakulisowo? nie pamiętam szczegółów, Ninedin ratuj) bardzo dawno."
O ile się nie mylę w okolicach pierwszej odnowionej serii, kiedy oznaczali tak nośniki z odcinkami, żeby im nikt nie wyniósł i nie spiracił.

Podobny motyw był zdaje się z "Doctor's Wife" - długo przed tym, nim się taki odcinek pojawił, był to tytuł fikcyjnego odcinka wymyślonego, żeby złapać paskudę, co informacje do prasy wynosiła.

-
Gość: Beryl, 91-192-59-155.omi.pl
2012/02/25 14:16:26
@ A co do FoB - nawet jeśli to inside joke, to mnie uspokaja, że jednak Jack doczeka dnia kiedy będzie mógł odejść w spokoju :)

A wiesz, że diabli wiedzą? Bo jeśli to był naprawdę Jack, to to wcale nie musiał być jego ostatni występ - pod koniec pierwszego sezonu TW też chłopak trzy dni leżał martwy, bo się wypomował z energii. Nie jest powiedziane, że jak Doktor i Martha sobie poszli, Buziak z Boe nie wystraszył paru osób na swoim pogrzebie.

-
2012/02/25 14:52:18
Podziwiam zwierza, że potrafił napisać cały długi wpis o HarKnessie (to K jest duże nie bez powodu...) - ja bym nie potrafiła, bo wszystko, co widzowie uważają za cool w tej postaci, ja uważam za okropnie irytujące. Bardziej na nerwy działa mi tylko żeński odpowiednik Jacka, czyli Gwen Cooper.
-
2012/02/25 15:28:53
Nie widziałam Doctora Who, właśnie się dowiedziałam, że istnieje ktoś taki jak Jack Harkness. Boję się zmienić ten stan rzeczy.

Zgadzam się co do "Glee". Znów mi się nie tylko oglądać, ale też przesłuchać piosenek. Czwarty sezon pewnie sobie daruję. :/
-
Gość: wazon, 178.73.48.6*
2012/02/25 15:43:03
Czasami sie zastanawiam, co ( kto) jest realniejsze, ja, zwierz, czy ludzie z tych seriali ? :)
-
Gość: Homek, systemy72.toya.net.pl
2012/02/26 01:13:37
Fajny wpis, zainspirowawszy się pierwszym obrazkiem - pożyczam :)
-
2012/02/29 13:02:17
To ja jeszcze po dłuższej przerwie odezwę się w kwestii seksualności Jacka. Myślę sobie i myślę nad tym problemem i zastanawiam się, jak bardzo nad moim postrzeganiem seksualności Jacka ciąży Miracle Day, mimo wszystko.

Bo tak: cudowny dialog między 9 Doktorem a Rose na temat tańca i LI wieku bardzo wyraźnie wskazuje, że kwestia seksualności właśnie, a na dodatek radosnej dezynwoltury, z jaką Jack do niej podchodzi, jest jednym z dominujących elementów, aczkolwiek wprowadzonym tak, że nawet jeśli edukuje, to mimochodem. Potem pożegnalny pocałunek Jacka z 9 Doktorem - znacznie gorętszy niż z Rose, no i niewątpliwie fascynacja Jacka Doktorem wykraczająca zdecydowanie poza ramy przyjaźni, wdzięczności za ocalenie życia (chodzi mi o finał The Doctor Dances, ofkors) itd. Ale z drugiej strony, jeśli całą kwestię tańczenia przyjmiemy za metaforę robienia Zupełnie Czego Innego, o Czym Nie Wypada Mówić Wprost w Serialu dla Małolatów, to co oznacza scena tańca na niewidzialnym statku???

I niby w Empty Child/The Doctor Dances mamy więcej sugestii związków jednopłciowych niż wielopłciowych (wszystkopłciowych??), ale potem, zarówno w DW jak i TW mamy bardzo wyraźnie pójście za tropem "anything that moves". W TW nawet dwa związki z kobietami są bardzo mocno podkreślone jako bardzo ważne (Estelle ze "Small Worlds" i potem w Children of Earth matka Alice). Równowaga jest zachowana, omnisexuality Jacka działa, nie psuje jej nawet wysunięcie na pierwszy plan historii z Ianto pod koniec TW 2 i w CoE - bo dla równowagi jest bardzo ważny wątek Alice i w domyśle jej matki).

A potem niestety ewidentnie Amerykanie dali Russelowi zanadto wolną rękę, bo jeśli cokolwiek mam do zarzucenia w tej kwestii Miracle Day, to właśnie Russelową propagandę. Russel dostał możliwość zrobienia romansu gejowskiego i zrobił pełną parą romans gejowski. I wszystko byłoby w porządku, gdyby ten romans z Angelo wpisywał się równie harmonijnie w omniseksulaność Jacka, jak wszystkie jego wcześniejsze romanse i próby podrywu (np. wątek stop it! przewijający się przez Utopię, skądinąd zastanawia mnie, dlaczego 10 Doktora tak bardzo to irytuje: sumienie gryzie czy wspomnienia uwierają?). Albo gdyby scenarzyści pokazali, że powściągliwość Jacka w MD spowodowana jest poczuciem, że każdy, z kim się zwiąże, jest nieszczęśliwy, spotyka go jakaś katastrofa... i wtedy wspomnienia o Angelo byłyby dobrą ilustracją tej tezy - do chwili, kiedy by się okazało, że tak naprawdę facet miał długie i udane życie.

No nie daruję Russelowi T. tego, jak bardzo zmarnował potencjał tkwiący w zakończeniu CoE i przejściu do MD, zwłaszcza że mam ponure wrażenie, że nad producentem/scenarzystą górę wziął aktywista/ideolog, a to nigdy nie wychodzi sztuce na dobre. Postaci Jacka też nie wyszło na dobre.

(I sorry za koreferat do notki, ale miałam potrzebę gdzieś te przemyślenia umieścić, a mój blog się do tego średnio nadaje...)

-
2012/02/29 13:48:19
@drakaina - zwierz po prostu nie chciał poświęcić tej kwestii całej notki bo czasem odnosi wrażenie, że postać Jacka rozważa się tylko w tej perspektywie - więc w sumie zwierz chciał uciec od tego co oczywiste. A z większością twoich uwag zwierz się zgadza.
-
2012/03/01 11:01:28
A ja, ponieważ się przeraziłam własnego gadulstwa, to oczywiście zapomniałam podsumować to wszystko, co wypisałam... A chodziło mi o to, że aż do Children of Earth (tak, mimo że jakieś szpece w BBC twierdziły ponoć, że scena śmierci Ianto jest zbyt eksplicytna - a moim zdaniem ona jest tak uniwersalna, że nie ma znaczenia, kto kim, poza tym, że jest związana ze "statusem ontologicznym" Jacka - on po raz pierwszy chyba naprawdę chciałby nie obudzić się więcej - i na dodatek tym razem zajmuje mu to istotnie bardzo długo), a zwłaszcza w DW, cała ta sprawa seksualności jest majstersztykiem niepouczania i braku dydaktyzmu, a zarazem niewątpliwie podskórnego promowania otwartości i tolerancji. I aż mnie dziwi, że RTD tego nie rozumie, że to lepiej działa...
bloglovin Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
free counters
Free counters