Zwierz popkulturalny kontra świat snobistyczny
Blog > Komentarze do wpisu
W tej talii brakuje Jockera czyli zwierz spogląda na jedno pokolenie

  Hej

 

Zwierz chciał napisać ten wpis od strasznie dawna – wspominał o tej kwestii w okolicach wpisu o biedny nienagradzanym Leonardo, i cudownym kochanym przez wszystkich Ryanie Goslingu. Oto bowiem wydaje się, że kogoś brakuje w pokoleniu dzisiejszych aktorów amerykańskich w przedziale wiekowym między 30 a 40 rokiem życia. Zwierz pisze o tym dopiero teraz z dwóch powodów – po pierwsze w „Przekroju” pojawił się bardzo średni artykuł o tym jak to Fassbender z Goslingiem przejmują schedę po Ledgerze ( pamiętacie ten wątek na blogu zwierza? Zwierz nic nie mówi), druga sprawa to nareszcie zwierz odkrył, że może przeszukiwać Internet Movie Data Base po roku urodzenia aktorów. A jaka jest główna motywacja. Otóż zwierz ma pewien zwyczaj od najwcześniejszego wieku nastoletniego. Zawsze liczył różnice w wieku między sobą,  a lubianymi aktorami i aktorkami. O ile różnica wieku między zwierzem aktorkami zmalała do zera,  a nawet  (ku zmartwieniu zwierza) zaczęła grać na jego niekorzyść, o tyle różnica wieku między lubianymi i nagradzanymi aktorami a zwierzem,  praktycznie nie drgnęła. Wciąż na zestaw najważniejszych nazwisk w Hollywood składa się ten sam zestaw przystojnych ale co raz starszych panów. I to między innymi zmusiło zwierza do myślenia.

 

Zwierz wyciągnął swój czerwony  notatniczek i zaczął wynotowywać nazwiska wszystkich aktorów urodzonych pomiędzy 1972  a 1982 rokiem ( zwierz chyba dobrze obliczył obie granice).  Przy czym podzielił zwierz wszystkich aktorów na dwie kategorie – w pierwszej są amerykanie w drugiej poddani królowej Brytyjskiej– czyli Australijczycy i Brytyjczycy, ponieważ kanadyjscy aktorzy właściwie idealnie wtapiają się w kino amerykańskie traktuje ich zwierz jak amerykanów. Pierwsza rzecz jaka rzuciła się zwierzowi to, że tych amerykańskich jest ich stosunkowo niewielu – zwierz bez zastanowienia wypisał około 30 nazwisk ( wychodząc z założenia, że nie wypisuje aktorów wyłącznie telewizyjnych). Niby sporo ale jednak biorąc pod uwagę, że zwierz wypisywał nawet nazwiska nieco mniej znane wydaje się dość mało. Poddanych królowej brytyjskiej zwierz wypisał piętnastu stosując jednak dość ostrą selekcję – załapali się tylko ci,  którzy byli na listach na IMdB dość wysoko, a ona jak wiadomo premiuje aktorów amerykańskich. Tak więc zwierz wylądował z listą 45 nazwisk. I tu zwierz z właściwą sobie skłonnością zaczął kategoryzować.

 

 

To co po przejrzeniu tej listy rzuciło się zwierzowi od razu to fakt, że dziś właściwie nie ma już tak wielkich gwiazd jak dziesięć czy dwadzieścia lat temu.  Nawet najpopularniejsi aktorzy z tego zestawienia, nie mają takiej siły oddziaływania jak aktorzy kina akcji z lat osiemdziesiątych,  czy aktorzy tacy jak Brad Pitt czy Tom Cruise, którzy może nie poważani przez wszystkich otrzymywali co raz większe czeki za co raz bardziej popularne role. Wydaje się za to, że wśród aktorów amerykańskich nastąpiła dość mocna specjalizacja i pewna ucieczka od statusu gwiazdy do wszystkiego.. Zwierz przyglądając się tej liście stwierdził nie bez zaskoczenia,  że większość z wypisanych na niej aktorów wpadła w schemat grania pewnego rodzaju ról, z którego przynajmniej na razie nie próbują  się wyrwać. Zwierza zaskoczyła zwłaszcza olbrzymia ilość aktorów grających typ wiecznego chłopca -  Zach Braff, Justin Long, Seth Rogern,  Justin Bartha czy Zahary Levi lub uroczy John Krasinski- wszyscy wyspecjalizowali się w tym typie, nie do końca dojrzałego bohatera. Z jednej strony zwierz rozumie, że na takie role jest zapotrzebowanie ( zwierz kiedyś pisał o tym, że współczesne kino strasznie upupia mężczyzn, wpychając ich w schemat niedojrzałego dzieciaka, którym musi zaopiekować się kobieta.   Która rzecz jasna jest cały czas spięta i nie umie się bawić co nie dziwi przy takiej wizji mężczyzny).

 

 Wieczny chłopiec ale raczej w tej geekowskiej odmianie to dziś stała rola zaskakująco duże liczby aktorów ok. 30

 

 

Druga silnie reprezentowana kategoria to wrażliwi aktorzy kina akcji. To pewien nowy rodzaj aktora – gra w filmach akcji gdzie robi krzywdę wszystkim na około, ale ogólnie wiadomo,  że jest miły sympatyczny i ma też swoją miękką i wrażliwą stronę. W sumie można uznać, że są idealni do pewnego schematycznego odtwarzania ról bohaterów komiksowych ( którzy właśnie najczęściej są takimi miękkimi twardzielami) Daleko im do dawnych gwiazd kina akcji - zwierz nawet nie zarzuca tym aktorom braku warsztatu ( zazwyczaj jednak grają lepiej niż ich poprzednicy z lat 80), ale charakteryzuje ich dość duży brak jakiegokolwiek wyrazu. Można ich między sobą spokojnie pomylić bo nie wyróżnia ich nic takiego co eliminowało by wątpliwości o kogo chodzi. Zwierz dostrzegł, że sam niekiedy myli tych aktorów, bo niewiele jest między niemi różnic. Do tej kategorii zwierz dorzuciłby Chaninga Tatum, Chrisa Pine czy Ryana Reynoldsa oraz strasznie przez zwierza nie lubianego Bradleya Coopera.  Do tej  gromadki dołączył ostatnio Chris Evans czyli Kapitan Ameryka.

 

 

 Zwierz uwielbiał Chrisa Pine jako Kapitana Kika nie mniej jednak nie wydaje się byśmy mogli spodziewać się, ze pojawi się w czymś innym niż tego typu kino rozrywkowe ( Ps: Stojący za nim Karl Urban niestety nie łapie się do zestawienia zwierza)

 

Pozostałych kilku to dość zdaniem zwierza smutna kategoria aktorów,  którzy od lat świetnie się zapowiadają i właśnie… zapowiadają się.   Na czele tego pochodu powinien iść Joaquin Phoenix, który wydawało się, że będzie TYM aktorem swojego pokolenia. Ale fakt, że pojawił się w kilku mało ciekawych  filmach i   bardzo ciekawym acz dość destrukcyjnym projekcie medialnym ( jak pamiętacie Phoenix przez ponad rok udawał, że rzucił aktorstwo i postanowił zostać raperem) sprawił, że dziś jest raczej o dziwo aktorem nieco zapomnianym. Jest w tej grupie także James Franco ( którego zwierz absolutnie uwielbia) ale niestety trzeba stwierdzić, że fakt iż przez pewien czas postanowił być absolutnie we wszystkim,  nieco przystopował go na drodze ku byciu najważniejszym aktorem wśród swoich rówieśników. W sumie spore szanse na takie przewodnictwo miał Jake Gyllengall – no ale ponownie mimo dużej sympatii jaką zwierz go darzy, jego kilka ostatnich wyborów filmowych budziło w zwierzu drobne wątpliwości – po świetnych Braciach udało mu się zagrać w średnio udanym Księciu Persji, bardzo średniej Miłości i Innych Używkach i dość powszechnie uznanym za fatalny Kodzie Nieśmiertelności. Gdzieś też rozmyła się świetnie zapowiadająca się kariera Tobiego Maguaire,  którego dobiły co raz gorsze Spider Many. Oczywiście pozostaje jeszcze jedna grupa to znaczy tych aktorów którzy są dość powszechnie uznawani za utalentowanych i przodujących w swoim pokoleniu – z całą pewnością znajdzie się tam miejsce dla biednego nie nagradzanego DiCaprio czy na szeroko ostatnio omówionego przez zwierza Goslinga. Problem z DiCaprio jest jednak taki, że większość swojej kariery przespał ( serio po Titanicu prawie go nie było) i teraz stara się to nadrobić mnóstwem poważnych ról, zaś Gosling jak na razie jest pupilkiem krytyki i fanek ale trudno orzec czy to nie obróci się przeciw niemu.

 

 Zwierz z jednej strony podziwia Phoenixa, że zdecydował się na taką grę z widzami z drugiej - trochę szkoda zawieszonej i mocno nadwątlonej kariery

 

Jak widzicie zwierz nie próbuje wszystkich aktorów amerykańskich wrzucić do jednego worka. choć wydaje się, że wszystkich panów jednak coś łączy. Oto brak pośród nich aktorów naprawdę charyzmatycznych – nie ma wśród wymienionych tu nazwisk ani drugiego Brando,  ani drugiego DeNiro ani nawet ( stosując odpowiednią skalę) drugiego Deppa. Nawet najbardziej utalentowani z wymienionych tu aktorów charakteryzują się, przynajmniej zdaniem zwierza, pewną dość nudną przewidywalnością.  Zaś zaskakująco duża część z nich nie wykazuje się nawet aktorskim talentem. Zwierz nie chce być surowy ale nigdy nie odgadł,  skąd taka popularność Ryana Reynoldsa, który w każdej produkcji jest dokładnie taki sam, niezależnie czy gra w komediach romantycznych czy w filmach akcji. Z resztą wydaje się, że Hollywood widzi pewne braki wśród rodzimych aktorów – zwierz uważa, że rozwijająca się kariera Justina Timberlake’a świadczy między innymi o tym, że jest jednak sporo ról których jakoś nie sposób obsadzić spośród już istniejącego zbioru aktorów. Oczywiście zwierz nie sugeruje, że Timberlake ma zostać tym aktorem, którego zapamiętamy z pokolenia dzisiejszych trzydziestoparolatków.  Sugeruje raczej,   że np. wakat uroczego aktora, który dobrze sprawdza się w komediach romantycznych i wiarygodnie w kinie akcji wciąż jest otwarty.  Jak na razie aktorzy sprawdzają się albo w jednym albo w drugim ( Gyllenhall poległ na byciu romantyczno wzruszającym, Reynolds jest nieco zbyt sztuczny, a Asthon Kutcher poza tym, że nie za bardzo umie grać, ugrzązł ostatnio w serialu)

 

 

 Zwierz nie rozumie popularności Ryana Reynoldsa - zwłaszcza po tym strasznym przeżyciu jakim było oglądanie Zielonej Latarni

 

Oczywiście zwierz nie byłby sobą gdyby nie stwierdził, że pewną lukę w tym pokoleniu radośnie postanowili zapełnić aktorzy brytyjscy. Zwierz zwrócił uwagę, że aktorzy brytyjscy zawsze zalewają kinematografię falami – to znaczy przez pewien dłuższy czas nie pojawia się nikt nowy, a potem nagle mamy cały wysyp nazwisk i to na dodatek wszyscy dobrze się kojarzą. Spójrzcie na aktorów ok. 50 i zwróćcie uwagę ilu tam utalentowanych i nagradzanych aktorów brytyjskich.  Gdyby zwierz miał wskazać komu wróży wypełnienie luki jaka jego zdaniem istnieje wskazał by przede wszystkim na Fassbendera. Rzadko zdarza się żeby aktora,  którego jeszcze dwa sezony temu nikt nie kojarzył, było tak pełno we wszystkich produkcjach.  Oczywiście po części wynika to z pracoholizmu aktora, ale  też z faktu, że wydaje się iż posiada właśnie tą tak pożądaną cechę -  można go obsadzić w prawie każdej roli.  Dobry bohater, zły bohater – ekranizacja komiksu, gotyckiej powieści, postać historyczna. Nie ma znaczenia aktor sprawdza się praktycznie wszędzie. Drugi Brytyjczyk,  któremu zwierz wróży, że może w przyszłości wzbudzać głośniejsze niż dotychczas zachwyty publiki i krytyki to Tom Hardy. Oglądanie wywiadów z tym aktorem przypomina torturę – nie dość, że mówi niewyraźnie, to jeszcze wydaje się, że nie jest do końca przytomny. Jednak to całe rozchwianie i pewna nieobecność znikają kiedy Hardy pojawia się na ekranie. Zwierz jest zachwycony tym, jak bardzo ów aktor potrafi zniknąć w roli, i jak jest wszechstronny. Co więcej Hadry to idealny aktor do obsadzania zarówno w rolach jak najbardziej poważnych jak i sensacyjnych. Zwierz podejrzewa,  że krytyka naprawdę oszaleje na jego punkcie po Batmanie gdzie ma zagrać Bane’a. A skoro przy Batmanie jesteśmy to chyba nikt nie ma wątpliwości, że grający go Christian Bale należy właśnie do jednych z nielicznych aktorów tego jeszcze pokolenia obdarzonych charyzmą ( zwierz go nie cierpi więc zwróćcie uwagę na jego słowa).

 

 Zwierz jest z siebie dumny bo w " Bękartach Wojny" nie tylko od razu dostrzegł Fassbendera ale też od razu stwierdził, że to jest aktor którego będzie śledził.


Z resztą zwierz wyliczankę może bez trudu kontynuować – Tom Hiddlestone, którego Loki w Thorze był tak dobry,  że dziś tuż przed premierą Avengers wydaje się, że to na niego głównie czekają fani ( a przecież, ma na swoim koncie mnóstwo poważnych i ciekawych ról, a do tego jest śliczny jak z obrazka więc na amanta nada się idealnie). A przecież pozostaje jeszcze James McAVoy, Jonathan Rhys-Mayers, Cilian Murphy czy Colin Farrel – wszyscy z olbrzymim potencjałem i odpowiednim talentem. Zwierz niebyły też sobą gdyby nie zauważył, że jego ulubiony Cumberbatch także wpasowuje się w tą brytyjską inwazję, i to nawet dość śmiało pokazując się u Spielberga, Jacksona i kto wie może też w najnowszym Star Trecku. Zwierz musi też oddać honor aktorom z Antypodów – nawet jeśli zwierz uważa, że Sam Worthington to chodzące drewno, to jednak zdecydowanie udało mu się zająć wolny wakat aktora kina akcji, który nie za wiele myśli, nie za wiele gra za to biega strzela no i ogólnie pręży muskulaturę. Do tego dodać trzeba jeszcze koniecznie Chrisa Hemswortha który wydaje się będzie idealnym kandydatem numer dwa ( choć gra od Woethingtona zdecydowanie lepiej, przynajmniej zdaniem zwierza).

 

Zwierz zastanawiał się ostatnio czy czekałby w takim napięciu na Avengersów gdyby nie Loki. Odpowiedź jest jasna

 

Zwierz nie chce byście pomyśleli, że oto zwierz naiwnie buduje dychotomię, w której wszyscy dobrzy aktorzy są z Wielkiej Brytanii czy Australii, a w USA brakuje talentów. Nie mniej dość wyraźnie rzuca się w oczy, że w tym pokoleniu aktorskim jeszcze nie ustalono hierarchii i jeszcze nie do końca wiadomo, kto zostanie kim, kogo obsypią nagrodami, a komu wypiszą olbrzymi czek. Być może zwierz dlatego jest tak krytyczny i tak czujny wobec tego pokolenia aktorów, że jest to „jego” pokolenie. Zwierz bowiem opisał już zjawisko występujące  popkulturze, które polega na tym, że aktorów paruje się zazwyczaj z aktorkami o kilkanaście lat młodszymi. Innymi słowy wymienieni tu aktorzy niezwykle często występują w filmach z aktorkami w wieku zwierza bądź niewiele starszymi lub młodszymi. Wedle zasady rządzącej Hollwyood nikt nie próbuje w zwierzu zaczepić pomysłu bycia fanką aktora w jego wieku – zwierz zorientował się, że zaskakująco wielu aktorów których „targetem” są nastolatki jest właśnie w wieku zwierza ( pierwszy lepszy przykład to Pattinson, który dzieli ze zwierzem rok urodzenia) . Innymi słowy Hollywood wyznaje staromodną zasadę, że mężczyzna zawsze powinien być starszy. Nie mniej odkładając na bok kwestię zwierza osobistych czy wyimaginowanych związków z tym pokoleniem aktorów. Wydaje się, że żałoba jaka zapadła po śmierci Heatha Ledgera nie wynikała wyłącznie z faktu, że zabrakło jednego z najzdolniejszych aktorów pokolenia. Wydaje się, że raczej w pełni uświadomiono sobie, że tak naprawdę nie ma bezpośredniego następcy. A to nie wróży to dobrze, bo nie chodzi jedynie o sztukę filmową ale także o to, że bez super gwiazd trudno sprzedać film, a trudno wciąż liczyć na panów w co raz bardziej średnim wieku.

 

Zwierz nie twierdzi, ze Heath Ledger był najlepszy z nich wszystkich. Ale jego strata jest jednak dość wyraźna.

 

 

Ps: Zwierz przeprasza za średni styl tego wpisu ale pisał go długo w odcinkach i jakoś tak nie koniecznie się ładnie skleiło

 

Ps2: Tak będzie o Jacku Harknessie i jego płaszczu ale zwierz jeszcze nie wie jak to wszystko napisać. Ale jak będzie wiedział to napisze.      

piątek, 24 lutego 2012, ratyzbona
Brak przecinków, obecność błędów ortograficznych i literówek wynika z dysortografii zwierza. Próba poprawienia wszystkich błędów uniemożliwiłaby pisanie bloga.
Komentarze
2012/02/24 12:45:32
1. Styl: ale właśnie bardzo fajny i swietnie się czytało.

2. Worthington: Oh yes! jak miło, że ktoś się ze mną zgadza!
-
2012/02/24 12:55:28
Ja się w pewnym momencie zorientowałam, że prawie wszyscy zachodni aktorzy, których wielbię, to aktorzy brytyjscy - i to niezależnie od wieku - od Johna Hurta i Dereka Jacobi zaczynając, przez Alana Rickmana i Gary'ego Oldmana, na Benedykcie C. kończąc. (Piszę aktorzy zachodni, bo jednak kino indyjskie to zupełnie inna bajka). Na razie jeszcze nie ma w zestawieniu moich ulubionych aktorów aktora młodszego ode mnie, ale ze Stanów jest tylko RDJ i Johnny Depp (acz Depp ma chyba jakieś irlandzkie korzenie, to tak czysto-amerykański nie jest).
A brytofil świadomy obudził się we mnie dopiero po pierwszej wizycie w Londynie, rok temu. Czy mam się cieszyć, że brytofil uśpiony był we mnie od zawsze? Przynajmniej od emisji "Robina z Sherwood" i "Ja, Klaudiusz"?
-
Gość: Ness, cpc1-wake2-0-0-cust676.barn.cable.virginmedia.com
2012/02/24 13:08:04
Rowniez przepadam za Jamesem Franco, Toby Maguire zagral w jednym z moich absolutnie ukochanych filmow ("Wonder Boys"), Fassbendera bardzo lubie (rzeczywiscie potrafi zagrac WSZYSTKO). Za Toma Hardy trzymam kciuki, Christiana Bale'a strasznie lubie :P, Tom Hiddlestone - wow, bedzie kiedys wielki. A Ledgera rzeczywiscie brakuje...
-
2012/02/24 13:08:05
Zasada "mężczyzna musi być starszy" chyba nigdy nie była wyraźniejsza niż w filmach z Audrey Hepburn (najbardziej chyba w "Funny Face"), ale fakt, że nastolatki uważają za swoich idoli aktorów mniej więcej o dekadę starszych wynika IMO z dwóch rzeczy: po pierwszy są oni obsadzani jako nastolatkowie w filmach adresowanych do dojrzewających panien, po drugie sporo ma tu do powiedzenia biologia, a jak wiadomo, dziewczynki przeciętnie dojrzewają szybciej niz chłopcy, co oznacza, że ich rówieśnicy są dla nich zbyt infantylni.

Przyszło mi też na myśl, że popularność aktorów brytyjskich bierze się z tego, że to mężczyźn-dentelmeni, a nie wieczni chłopcy (do tej samej kategorii można chyba zaliczyć Goslinga) w stylu Rogena (nie cierpię, podobnie zresztą jak Coopera) - ci chyba powoli zaczynają się przejadać, czego najlepszym przykładem jest lekko ostatnio zapomniany Hugh Grant.
-
2012/02/24 13:14:04
Zwierzu, jedyny możliwy następca Heatha Ledgera, to Joseph Gordon Levitt rocznik 81'. I na tym nazwisku zakończyłabym swoją listę utalentowanych amerkańskich 30latków. Natomiast jeśli chodzi o Brytyjczyków, to popieram wszystko co Zwierz napisał, szczególnie o talencie:) Rośnie silna ekipa, która powoli wypiera amerykańskich chłopców bez wyrazu. (amerykańscy chłopcy bez wyrazu mi sie mylą, co jedynie świadczy o tym, ze są bez wyrazu)
-
Gość: ness sackville-baggins, 89-68-145-90.dynamic.chello.pl
2012/02/24 13:23:54
A Jude Law za stary czy za kiepski na to zestawienie? :) Co do samej przemiany rynku aktorskiego w porównaniu z latami 80-tymi wydaje mi się, że to jednak znak naszych czasów i triumfu telewizji. Seriale telewizyjne nigdy nie były chyba tak ważne kulturowo, jak teraz. Charyzmatyczni, rozpoznawalni aktorzy są teraz w serialach. Do kina idzie się na dinozaury z popcornem ;) -- albo na aktora, którego widziało się w serialu i się podobał!
-
2012/02/24 13:24:38
@ness - Jude za stary bo z całą pewnością nie za kiepski :P
-
2012/02/24 13:25:50
O rety. Jaki cudowny, cudowny wpis. Do kilkukrotnej analizy.
Masa nazwisk. Masa moich uczuć. Już od tytułu - bo mnie Ledgera cholernie brakuje. I czasem sobie myślę, w czym by zagrał.
Brakuje mi też dobrych, niedawnych ról Toby'ego Maguire'a czy Phoenixa. Bardzo ich lubię i mam niedosyt. Podobnie jak mam niedosyt McAvoya, który się szlaja po jakichś dziwnych filmach nie dla mnie. No i mam nadzieję, że kariera BC wybuchnie tak, jak powinna.
A szczególnie jestem wdzięczna za słowa o tej grupie aktorów, która jest często obsadzana i podobno znana, a ja jej w ogóle "nie czuję" (Reynolds, Worthington).
-
Gość: wazon, 178.73.48.6*
2012/02/24 13:28:24
A ja zaczęła obliczac roznice wieku, między mna a starszym pokoleniom aktorow.
Nic wiecej nie napisze bo wpadlam w depresję...
-
Gość: Beryl, 91-192-59-155.omi.pl
2012/02/24 14:37:24
Jeżeli chodzi o kapitana Harnasia to sprawdza się tu te powiedzenie, żeby uważać na facetów noszących jednocześnie pasek i szelki - bo jak można zaufać człowiekowi, który nie ufa własnym gaciom?
-
Gość: kala21, c84-81.icpnet.pl
2012/02/24 15:22:59
Widzę, że Bigosowa napisała już to nazwisko, które jako pierwsze nasunęło mi się na myśl po przeczytaniu wstępu i bardzo się zdziwiłam, że zwierz Josepha Gordon-Levitta nie wymienił! Ledgera darzyłam naprawdę wielkim uwielbieniem (niech świadczy o tym chociażby fakt, że jak przeczytałam o jego śmierci to popłakałam się jak głupia i nie mogłam zasnąć) i uważam, że to właśnie JGL ma to 'coś', co może wypełnić tę lukę. Nawet mają coś podobnego w twarzy (oczy, kości policzkowe?). Co prawda JGL jest jeszcze ciut zbyt delikatny, chłopięcy i dlatego nie wyobrażam go sobie np. w roli demonicznego Jokera, ale daję mu jeszcze parę lat (DiCaprio też długo zmagał się z łatką zbyt chłopięcego, ale w końcu 'dorósł i wyrósł'). Naprawdę wierzę, że JGL jeszcze nas zaskoczy :)
-
2012/02/24 15:39:24
Po powrocie z "Bekartów..." pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się sprawdzać kim był facet z zapalniczką i jeszcze bardziej czarującym niż on sam głosem (po obejrzeniu sporej części jego filmów z ulgą stwierdzam że nie był to zachwyt przedwczesny, bo jest nie tylko czarujący ale i świetny aktorsko). Ja wymienionych panów w 30% nie kojarzę (nie jestem specjalnie miłośniczką popularnych komedii), pozostałą część lubię mniej/więcej "pół na pół" (o dziwo większa część "mojego" pół jest z drugiej części wpisu), plus znajduje się tu kilku aktorów których intensywnie śledzę już od pewnego czasu (wspomnany Fassbender, Rhys-Meyers, McAvoy i oczywiście BC). I jeszcze jedno dzisiejszy tytuł jest przefantastyczny.
@Beryl - nie można, ale za to można to uznać za rozbrajająco czarujące;)
-
2012/02/24 15:47:24
Jak popatrzyłam na zdjęcia Fassbendera i Hiddlestona, to stwierdziłam, że mogą zagrać braci.^^

Bigosowa mnie wyręczyła, że zabrakło w notce Josepha Gordona-Levitta.

Z wieloma wywodami się zgadzam, ale się wyłamię pisząc, że lubię Bradley'a Coopera. Z charyzmą Bale'a bym polemizowała. Odkąd dał się zepchnąć w cień w "Mrocznym rycerzu" i "Terminatorze", mam do niego bardziej krytyczny stosunek (ale wciąż go lubię i cenię). Czasem miałam wrażenie, że za bardzo się starał parować tą charyzmą.

A... i mam problem z Tomem Hardym, że z przyjemnością obserwowałam jak dostawał po pysku od Benedicta C. w TTSS.

Zwierz tak uroczo przekręcił nazwisko Gyllenhaala, że przypomniał mi czasy, kiedy sama miałam problem z poprawnym napisaniem z pamięci. ^^

Smutno, że Tobey Maguire jest praktycznie zapomniany. Może u Luhrmanna coś błyśnie, bo do dzisiaj wspominam "Miasteczko Pleasantville" i drugiego "Spidermana".
-
2012/02/24 16:07:17
Brak Josepha Gordona-Levitta jest wynikiem błędu matematycznego - zwierzowi wyszło że aktor ma lat 29
-
2012/02/24 16:13:15
A proposito JGL: www.youtube.com/watch?v=Z25QPqYP6Rc
www.youtube.com/watch?v=rtVh8kVZ_XM
(Czy już pisałam, że uwielbiam, jeśli aktor jest wszechstronny? Śpiewowi można trochę zarzucić, ale nadrabia chłopak wdziękiem)
-
2012/02/24 20:07:07
Nie, śpiewowi nie ma co zarzucać : www.youtube.com/watch?v=u-dGX9DQXAs&feature=share A wdzięk - 100% :D
-
2012/02/24 20:46:03
@Bigosowa Jest co zarzucić, nawet tu, wierz mi. Nie trafia w niektóre dźwięki, inne urywa zbyt wcześnie. Ale to nie szkodzi. To aktor, nie wokalista.
-
2012/02/24 22:14:58
Elka ma rację, jest co zarzucić w jego śpiewie (nawet ja to słyszę o.O), co nie zmienia faktu, że lubię go słuchać.

Do tej fali brytyjskich aktorów wpisze się jeszcze Ben Barnes - zobaczymy jak mu wyjdzie "The Seventh Son" oraz kilka innych amerykańskich produkcji. On to dopiero śpiewa!
-
Gość: Supermarket, acoe252.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/02/24 23:03:28
Bigosowa na prezydenta! Jak Zwierz mógł zapomnieć o pamiętnym Tommym z 3 planety od Słońca?! No jak?
-
2012/02/24 23:11:41
@Supermarket - Zwierz już pisał - nie zapomniał, tylko aktor za młody ;)
-
Gość: Supermarket, acoe252.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/02/24 23:17:35
Wcale nie uważam, że w talii brakuje Jokera. Heath Ledger w mojej opinii nie był genialnym aktorem. Owszem, rolę nemesis Batmana zagrał rewelacyjnie, ale w innych rolach: Parnassuss, Bracia Grimm, Brokeback Mountain, Obłędny rycerz, Candy, Patriota jest mało wyrazisty wręcz przezroczysty. Bije go na głowę chociażby J. Gordon-Levitt, Matt Damon, Di Caprio, J.Gylenhall i w wielu innych. Uważam, że wokół roli Jokera niepotrzebnie wyrosła legenda. Pewnie niemały udział w tym speców od marketingu, ale cóż - Hollywood i ludzie lubią takie historie.
-
2012/02/24 23:45:16
Ok, dopiero teraz zauważyłam, że można komentować jako gość. Tutaj Liz z Sherlock Polska się kłania.
Tak czytam sobie te Twoje ostatnie wpisy (ostatnie, bo jakbym miała iść wstecz, to by mi to trochę zajęło- może kiedyś) i jestem zauroczona. Mam wrażenie jakbym czytała swój wpis. Zgadzam się w 200%.
Tak jak już rozmawiałyśmy na fb Benio podąża w dobrym kierunku i ja trzymam za niego kciuki (dziś wypłynęły zdjęcia ze Star treka i jestem wniebowzięta, bo nie miał na sobie ton make up'u i charakteryzacji).
Nie lubisz Bradleya Coopera- no to piąteczka. Nie trawie gościa, a co najgorsze ma grać w Raju utraconym- ehh szkoda słów...
Ogólnie dostrzegam spory deficyt w talentach aktorskich za oceanem. Śmierć Heatha to naprawdę nieodżałowana strata dla amerykańskiej kinematografii.
Ja Goslinga po "Pamiętniku" jakoś nie mogłam strawić, ale teraz widzę jego lepsze oblicze. Gyllenahale to interesujący aktor, ale jest dosyć charakterystyczny i zawsze kończy ze złamanym sercem (swoim lub widza). Pine i Evans mi się nawet mylą, tak mało wyraziści są.
Aktorzy z Wysp za to... Fassy po prostu miażdży- dzisiaj byłam na seansie Wstydu i wciąż się nie mogę otrząsnąć z tego filmu. Ja swoją obsesje na jego punkcie zaczęłam jak zobaczyłam go w Fish tanku jakieś 2 lata temu. Potem oczywiście dobrałam się do całej reszty filmografii i na moje szczęście lub nieszczęście dorwałam się do najgorszego serialu jaki w życiu widziałam "Hex". Fassy i tak jest w nim powalający jako Azazeal, czyli diabeł uwodzący uczennice szkoły z internatem- cuda niewidy.
Na punkcie Jamesa Mcavoya obsesje mam jeszcze od czasów liceum. No to już będzie jakieś 5 latek. Co najśmieszniejsze to dzięki niemu zobaczyłam swój pierwszy film z Cumberbatchem- Starter for ten, a potem przyszła Pokuta.
Ten deficyt sam się zapełni, może pojawią się jakieś talenty z innych krajów. Francja czy Hiszpania. Pożyjemy zobaczymy.
-
2012/02/25 00:00:00
Och,absolutnie zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś! Szczególnie z uwzględnieniem wzmianki o brytysjkich aktorach, którzy "rządzą i dzielą" :) McAvoy (uwieeeelbiam tego gościa!), Hardy, Fassbender, Murphy, Hiddlestone (co do Lokiego, ostatnio pisałam pracę na kult. popularną o filmach o superbohaterach i także stwierdziłam, że w Thorze to Loki przyciagał uwagę, co do Avengersów, to czekam na RDJ; btw Jeremy Renner, rocznik 1971 też ma teraz dobrą passę i mimo iż jest troszkę starszy niż opisywani wyżej, to chyba można go zaliczyć do tej grupy).
A tak w ogóle zwierzu to czytasz mi w myslach, bo ostatnio z siostrą dyskutowałyśmy na temat aktorów, i także stwierdziłyśmy, że nie ma żadnego w przedziale 20-30 którego byśmy podziwiały/uwielbiały/szanowały za dokonania. Jakaś posucha, tylko właśnie, czy czasami nie spowodowana tym, że tymi 20kilkulatkami to interesują się nastolatki, a my jednak wolimy starszych. Fajnei że ktoś też ma podobne odczucia
-
2012/02/25 00:33:56
@Supermarket - Zwierz już pisał w komentarzu że brak JGH jest wynikiem błędu matematycznego ale nawet jeśli nie - zwierz by się nim aż tak bardzo nie zachwycał jak wy - oczywiście to sympatyczny aktor i zwierz bardzo go lubi ale niestety nie miał go okazji widzieć w roli, która by naprawdę nim poruszyła - no ale zwierz nie przepada za 500 days of Summer co czyni go chyba klubem jednoosobowym. W każdym razie jego wygląd i urok raczej wpychają go do worka wiecznych uroczych chłopców, Matt Damon nie znalazł się w zestawieniu bo nie mieści się w przedziale dat. Co do Jokera to tytuł postu jest taką grą słów nie mówię, że Ledger był niezastąpiony ale kiedy myślę że zagrał najpierw w Brokeback Mountain ( rola zdaniem zwierza wybitna) a potem Jokera to trudno mi sobie wyobrazić większe spektrum talentu.
-
Gość: Ness, cpc1-wake2-0-0-cust676.barn.cable.virginmedia.com
2012/02/25 08:25:29
Oczywiscie, ze rola Ledgera w "Brokeback Mountain" byla wybitna. Nie rozumiem jak mozna twierdzic inaczej...
-
2012/02/25 14:54:07
@zwierz nie przepada za 500 days of Summer co czyni go chyba klubem jednoosobowym

O, a ja właśnie Agnie tłumaczyłam ostatnio, jak bardzo tego filmu nie znoszę!
-
2012/02/25 16:00:12
Bo wy się nie znacie. ;)
bloglovin Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
free counters
Free counters