Menu

zwierz popkulturalny

ZWIERZ POPKULTURALNY PRZENIESIONY NA WWW.ZPOPK.PL

Nieznośny ciężar pustki czyli kilka słów o kulturalnym smutku

ratyzbona

 

He

 

 Dziś zwierz chce napisać o czymś czego pewnie w życiu kulturalnym i popkulturalnym doświadczył każdy z nas. Zamykacie książkę, kończycie serial, wychodzicie z kina. Coś się właśnie skończyło, trzeba wrócić do rzeczywistości. I wtedy pojawia się to uczucie. Nie dopada was natychmiast z pełną siłą, najpierw zostawia miejsce na emocje jakie wywołała książka lub film. Kiedy pokonacie już smutek, radość, entuzjazm czy zwykłe szczęście zaczyna mościć się na dnie serca. Nigdy nie wiadomo ile potrwa – czasem potrafi przejść po tygodniu czasem i przez miesiąc pozostaje gdzieś wewnątrz zabierając odrobinę radości życia i kładąc cień na twarzy. Wstajecie, chodzicie, jecie i pracujecie. Uśmiechacie się do znajomych i przeglądacie codzienne gazety. Ale uczucie trwa.  O czym zwierz pisze? O jedynym prawdziwym prywatnym mierniku tego co w kulturze nas porusza. Dojmującym uczuciu pustki.

 

 

 Wszyscy znacie to uczucie - coś się skończyło i co teraz ze sobą zrobić?

 

 

                Zapewne większość z was doskonale wie o czym zwierz pisze. Nie trzeba być nawet wielkim fanem czytania (zwierz nigdy nie pojął na czym miałaby polegać ta zbitka słów) czy oglądania serial by je poczuć. Nie jest ono bowiem związane z tym czy jesteśmy obsesyjnymi konsumentami kultury czy ludźmi, którzy od czasu do czasu sięgają po książkę czy oglądają tylko jeden serial raz na pięć lat. Nie ma też znaczenia czy książka którą właśnie skończyliśmy czytać to W poszukiwaniu Straconego Czasu czy  ostatnia książka Stephena Kinga. Jakość nie ma tu nic do rzeczy.  Nie jest związane ani z dobrym ani złym zakończeniem. Nie ma związku z tym czy pod koniec książki płakaliśmy czy zanosiliśmy się śmiechem. Ba, pojawia się nawet wtedy kiedy nie mamy do czynienia z definitywnym końcem snutej opowieści – wystarczy tylko, że zostaje ona na chwilę (w przypadku seriali) czy na dłużej przerwana (w przypadku książek) a już czujemy jakby ktoś wciął nam kawałek serca.

 

 

 

 Najgorsze w tym poczuciu poksiążkowej czy po serialowej pustki jest to, że przeżywa się ją najczęściej samotnie. Ewentualnie dręczy się swoich czytelników na blogu.

 

 

Uczucie wynika z prostego faktu, że oto nagle wbrew naszej woli (niezależnie od tego jak szybko czytamy czy oglądamy serial zawsze dzieje się to wbrew nam) zostaliśmy pozbawieni czyjejś obecności. Co prawda wiedzieliśmy o tym na początku kiedy braliśmy książkę do ręki. Widzieliśmy że się skończy ba może nawet przyszło nam do głowy, że od końca dzieli nas cała masa stron. A jednak czujemy się jakby ktoś nam czegoś nie powiedział. Dlaczego na książkach i serialach nie było ostrzeżenia, że po ich zakończeniu zamyka się nam furtkę do świata, do którego przywykliśmy, zadomowiliśmy się w nim, wpadaliśmy na godzinkę przed snem, zaglądaliśmy w czasie każdej jazdy tramwajem, wizytowaliśmy popołudniami podczas konsumpcji kawy. A teraz nagle zostaliśmy wyproszeni  niczym persona non grata.  Dosłownie jakby ktoś zamknął nam drzwi do Narni przed nosem (a tak przy okazji dojmujące poczucie pustki po lekturze Narni dopada nie jednego).

 

 

 To nawet nie chodzi o życie w książkowym świecie, chodzi o absolutną niechęć do przebywania w świecie realnym.

 

 

Wcale nie jesteśmy na to gotowi. Co to ma znaczyć, że  historia się skończyła, że wątki się domknęły, że ktoś umarł. Dlaczego nie pyta się nas o zdanie czy jesteśmy gotowi powrócić  do rzeczywistości, świadomi, że gdzieś indziej są postacie o których nie dowiemy się niczego więcej czy miejsca do których w danym momencie nie możemy się przenieść. Nic dziwnego, że wobec tak tragicznej sytuacji dopada nas poczucie pustki i schyłkowości. Co więcej jest to uczucie  niezwykle rzadko przeżywane grupowo – dużo częściej pozostajemy z naszą wewnętrzną pustką i tęsknotą sami. O ile jeszcze w przypadku seriali telewizyjnych można założyć specyficzną grupę wsparcia, to w przypadku książek (poza kilkoma bestsellerami) jesteśmy sami. Zwierz nigdy nie zapomni poczucia totalnej życiowej pustki jaką poczuł po przeczytaniu 'Przeminęło z wiatrem" - miał wrażenie, że nic co robi nie ma sensu skoro nie może sobie więcej poczytać (co więcej tu sytuacja jest naprawdę tragiczna skoro autorka nic więcej nie napisała) a to co trzyma w rękach to całość opowieści.  Podobnie miał po przeczytaniu "Mistrza i Małgorzaty" - na zakończenie, którego zareagował z resztą chlipaniem - nie dlatego, że książka kończy się źle (bo się źle nie kończy) ale w ogóle dlatego, że się kończy na co zwierz nie był absolutnie emocjonalnie przygotowanym. Myśl, że następnego dnia nie będzie się można po prostu wybrać do Moskwy okazała się dla zwierza niesłychanie przygnębiającą. Aby udowodnić, że uczucie to nie wiąże się wyłącznie z literaturą czy kulturą wysoką, zwierz może was zapewnić, że pewnego lata kiedy obejrzał na raz 10 sezonów Przyjaciół znalazł się w olbrzymiej pustce i to na dodatek w środku wakacji. Dobrze, że musiał się uczyć do oblanego wcześniej egzaminu ze starożytnej bo pewnie siedziałby w domu nic nie robiąc.

 

 

 

 Jeśli się szybko czyta to seriale są chyba nawet gorsze niż taki poksiążkowy kac. Bo serial można niekiedy oglądać tygodniami, książki kończą się szybciej.

 

  

 

Dojmujące uczucie smutku jest największą ceną jaką płaci się za obcowanie z kulturą ale także największą  siłą napędowa by konsumować jej jeszcze więcej. Jeśli zwierz kiedykolwiek poczuł wewnętrzy przymus by zobaczyć wszystkie filmy z danym aktorem, występy telewizyjne czy wywiady to między innymi po to by zagłuszyć to uczucie które powstało w czasie oglądania któregoś z filmów. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego niekiedy spin –off serialu, który wcale nie jest zbyt dobry może się doczekać paru sezonów – dlatego, że część widzów to z całą pewnością ci, którzy jeszcze nie są gotowi powrócić do swojego świata. Z podobnych przyczyn sięgamy po wszystkie książki tego samego autora nawet jeśli wiemy, że nie spotkamy tam lubianych postaci czy nawet jeśli należą do zupełnie innego gatunku. Zwierz jest szczerze ciekawy ile walczących z pustką czytelników Gry o Tron R.R. Martina znalazło się nagle w trakcie czytania książki o wampirach w Luizjanie, czy wielbiciel Tolkiena, którzy ku swojemu największemu zaskoczeniu łapią się któregoś dnia na tym, że czytają literaturoznawczy wstęp do wydania Beowulfa.  Zresztą w części z nas poszukiwanie remedium rozbudzi zupełnie nowe zainteresowania pasje aż w końcu znajdziemy się w miejscu kiedy dojdzie do nas, że leczymy się już z pustki po czymś zupełnie innym. To taki samo nakręcająca się karuzela, którą powstrzymać jest bardzo trudno. Zresztą trzeba powiedzieć, że tak naprawdę mało kto stara się powstrzymać, większość z nas próbuje to wszystko przeczekać jak przeziębienie na które nie ma lekarstwa.

 

 

 

 Biorąc pod uwagę ilość obrazków zwierz nie myli się sądząc że pisze o czymś bardzo powszechnym

 

 

Istnieje też grupa, która oficjalnie nie zgadza się na koniec. Pisze swoje dalsze opowiadania, dopowiada historię, których nie dopowiedziano, zmienia zakończenia czy zaczyna całą historię od nowa. Choć fan fiction opisuje się w kategoriach zjawiska fanowskiego tak naprawdę to jeszcze jeden sposób leczenia się  z tego paskudnego uczucia które pojawia się po zakończonej lekturze. Choć autorzy publikują swoje teksty w Internecie a niektórzy po przeróbkach wydają drukiem tak naprawdę nie są im potrzebni żadni czytelnicy. Jednym czytelnikiem, dla którego tak naprawdę piszą swoje teksty są oni sami. I nie chodzi o dziecinne zaprzeczenie temu zaproponowanemu przez autora rozwojowi historii. To trochę jak malowanie pejzaży miejsca za którym naprawdę się tęskni. Niby nie otrzyma się takiego efektu ale sama czynność i możliwość spoglądania na swoją pracę uspokajają i pozwalają jakoś przetrwać. Z resztą gdyby ktoś zwierza pytał to zwierz stwierdziłby, że nasza nowo znaleziona miłość do seriali, też jest w jakiś sposób związana z tym uczuciem. Strasznie nie chcemy by nasze historie miały koniec. I choć przeżywamy uczucie pustki pomiędzy seriami, wciąż chcemy więcej.  Dopiero kiedy historia naprawdę nas znuży i stracimy do niej całe serce zaczynamy domagać się zakończenia. Oczywiście jest też inny sposób na radzenie sobie z tym paraliżującym i wywołującym egzystencjalne kryzysy uczuciem. Najprostszy. Ogranicza się do  wykonania prostej technicznie czynności - otworzenie książki jeszcze raz na pierwszej stronie. Zwierz nie wie ile książek tak przeczytał - z całą pewnością zrobił to kiedy po raz pierwszy przeczytał sagę o Wiedźminie.  Wielokrotnie też po obejrzeniu filmu czy serialu, zaczynał od początku. To rozwiązanie przynosi ulgę na krótką metę. Niby wracamy tam gdzie byliśmy ale teraz jesteśmy już jakby ostrzeżeni, że wszystko ma swój koniec. Czytamy, oglądamy i mamy wrażenie że jest nam lepiej a tym czasem stan się pogłębia. Jeśli dojdziemy do piątej czy szóstej lektury (oczywiście bez przerwy bo z przerwami się nie liczy) może się okazać, że teraz nie za bardzo wiemy jak przeczytać co innego.  Zresztą nie oszukujmy się – ponowne czytanie może nas co prawda z trudem wyleczyć z przypadłości jaką jest tęsknota za światem, który nie istnieje ale często też niszczy bezcenny zachwyt nad tym co właśnie przeczytaliśmy czy zobaczyliśmy.

 

 

 Problem z radzeniem sobie  z uczuciem pustki polega na tym, że często w towarzystwie innych ludzi najbardziej pragniemy wrócić do naszego świata.

 

Dlaczego zwierz nazwał uczucie dojmującej pustki najlepszym prywatnym miernikiem jakości kultury? Otóż zdaniem zwierza to jedyny efekt, którego pisarz czy inny twórca nie może zamierzenie wywołać. Strasznie, rozbawianie, wzruszanie czy zmuszanie do refleksji – wszystko to autor może sobie zaplanować.  Może mu wyjść lepiej albo gorzej ale to on jest tu osobą decydującą. Tymczasem uczucie braku jakie dopada czytelnika czy widza po fakcie jest zupełnie od niego niezależne. Możecie powiedzieć – dość z resztą słusznie – że takie uczucie na pewno towarzyszyło wielu czytelniczkom Zmierzchu i chyba zwierz nie sugeruje, że to jest dobra literatura. Nie, rzeczywiście zwierz nie będzie się tak daleko zapędzał. Z drugiej jednak strony może spokojnie stwierdzić, że dla osoby, która tą książkę czytała była to pozycja ważna. I nic nie zmienią tu literackie oceny z którymi można się spierać, kłócić czy podsuwać je czytelnikowi pod nos. Dojmujące uczucie pustki oznacza, triumf autora niezależnie czy jest on geniuszem czy wyrobnikiem. Tak więc to po jakich książkach czy filmach nie będziemy się mogli pozbierać nie koniecznie mówi, że autor jest wybitny ale z całą pewnością świadczy o tym, że do nas trafił.  Zdaniem zwierza to bardzo dobry miernik.

 

 

 Tak mniej więcej wygląda zwierz w początkowej fazie swojego uczucia pustki. Czasem mu przechodzi choć ma takie wrażenie, że ostatnio non stop towarzyszy mu ten stan. 

 

Nie mniej zwierz nie ma zamiaru w tym wpisie tworzyć wielkich teorii. Raczej zwrócić uwagę, że to doskonale znane wszystkim konsumentom kultury uczucie, mimo, że nieprzyjemne i często wprowadzające w melancholię nawet wtedy kiedy w naszym realnym życiu wszystko idzie jak po maśle jest… uzależniające. Serio, przecież po pewnym czasie zaczynamy wiedzieć w co się pakujemy, ale jak prawdziwy nałogowiec zupełnie to ignorujemy. Sięgamy po kolejną książkę czy serial zupełnie nie pamiętając co spotkało nas ostatnio.  Nikt nie rzuca czytania czy oglądania tylko dlatego, że wprowadziło go kiedyś w taki stan. Więcej jesteśmy nawet gotowi zapominać o tych strasznych ponurych tygodniach i zachowujemy się jakby nie czekało nas nic innego tylko sama przyjemność. Paradoks polega na tym, że przecież uciekamy w fikcję przed niedającą się znieść nieurozmaiconą rzeczywistością. Tylko po to by potem odczuwać ten brak satysfakcji z otaczającego nas świata jeszcze mocniej. Innymi słowy wychodzi na to, że nasze życie polega na popadaniu z poczucia tęsknoty za czymś co nie istnieje w dojmujące uczucie pustki za czymś co nigdy nie istniało. Co by dość słusznie wskazywało, na starą prawdę, że gatunek ludzki jest dziwny, a życie ogólnie nie ma za wiele sensu.

 

 

 

Ps: Wszystkim uczestnikom Secret Santa z Warszawy zwierz radzi zajrzeć na stronę wydarzenia bo znajdziecie tam miejsce, datę i godzinę spotkania. Zwierz zakupił już worek i znalazł Mikołajową czapkę więc jest gotowy na spotkanie. Albo na świąteczne zabójstwo. Jeszcze się nie zdecydował.

 

Ps2: Zwierz ma aż trzy wpisy, które zostały u niego zamówione.  Czuje się jakby rozdawał blogowe prezenty.

 

Komentarze (26)

Dodaj komentarz
  • Gość: [stokrota85] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    To uczucie pustki jest najbardziej przykre, kiedy dopada po zakończeniu jednej serii, a kolejna okazuje się niewypałem i pozostawia niesmak, zamiast dać pociechę.

  • Gość: [Ponura] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Najbardziej dopadło mnie chyba po sadze o Błaźnie Robin Hobb...

  • Gość: [Nibi] *.402.gwa.telkab.pl

    dwa tygodnie temu skończyłam czytać czwarty tom Pana Lodowego Ogrodu. wciąż nie mogę do końca przyjąć do wiadomości, że saga, z którą (a właściwie w oczekiwaniu na którą) żyłam pięć lat, się ot tak skończyła.

  • Gość: [kala21] *.icpnet.pl

    Uczucie to towarzyszy mi zawsze, z większym lub z mniejszym nasileniem.
    Najsilniejsze było chyba, gdy skończyłam czytać HP i Insygnia Śmierci. Ostatnią stronę przeczytałam chyba z 15 razy by samą siebie przekonać, że TO już KONIEC. Dla mnie cała seria była bardzo ważnym elementem dorastania i już dorosłego studenckiego życia, dlatego nie potrafiłam długo przeżyć tego, że już nigdy nie poczuję jak to jest oczekiwać na kolejną książkę, wyszukiwać angielskich pdfów i czytać z kompa, mimo szczypiących i łzawiących oczu, przechodzić codziennie obok księgarni, gdzie na wystawie stoi nowy HP, ale ja 'nie mogę go kupić do piątku' bo skoro dziś dopiero wtorek, to jakbym kupiła to resztę tyg spędzę w domu z nie śpiąc i nie jedząc tylko czytając, a przecież MUSZĘ chodzić do szkoły. I to uczucie w ten 'piątek' kiedy kupiłam!<jeeeeej> i aż miałam motyle w brzuchu chcąc jak najszybciej dotrzeć do domu, ułożyć się wygodnie na kanapie i do niedzieli przestać istnieć dla świata...
    Ehh znowu zatęskniłam :(

    Drugi podobnie silny przypadek to Doctorowy EoT i pożegnanie z Dziesiątym. Ahh zapausowałam odc na momencie pożegnania z Rose i tak wisiał przez prawie tydzień, bo nie mogłam się przemóc by włączyć dalej :(

    Dlatego wiedząc, że tak będzie na pewno, już powoli psychicznie przygotowuję się na pożegnanie z moim ukochanym Fringe

  • Gość: [Eire] *.toya.net.pl

    Nibi, gratulacje, ja wciąż nie wiem, czy sięgnę po zakończenie Pana Lodowego Ogrodu z prostej przyczyny- po prostu nie za bardzo pamiętam co się działo w poprzednich tomach. Ot, utrapienie przy czytaniu długich sag fantasy.

    Na kulturalnym smutku wyrosła niejedna fortuna- człowiek tak chce pozostać w świecie, że z chęcią kupi kolejną jego namiastkę. Mam tu na myśli franczyznowate "expanded universe" różnych marek- "nowelizacje", książeczki, komiksy, seriale, gry, karty do zbierania, kulawe sequele (niech ja dostanę decyzyjnych od Disneya). Tworzone przy luźnym udziale autora, albo po prostu na zlecenie (pisz coś o Imperium po Powrocie Jedi, ale nie zabijaj Skywalkera), zazwyczaj dużo gorszego sortu, niż dzieło matka. I ludzie to kupują, mimo, że Bogiem a prawdą, gdyby pozmieniać nazwy pies z kulawą nogą by na to nie spojrzał, mimo, że czasem bohaterowie zachowują się jak cienie samego siebie, a wszystko przeczy sobie na wzajem.

    Kiedy sprzedawałam moje graty z Gwiezdnych Wojen nabywca zapełnił szczelnie bagażnik, tył i siedzenie pasażera dużej osobówki typu combi. Pieniądze uzyskane w ten sposób zamierzam obrócić na dzieła zebrane Tolkiena. Plus Syn Gondoru, jeśli gdzieś dostanę:)

  • Gość: [sasan] *.rzeszow.mm.pl

    Najgorszy mam teraz z GG. Najpierw było nie nie oglądam takich bzdur. Później połknełam sezon za jednym razem i nie mogłam się doczekać następnyego. Potem było ratynku po co to oglądam , koniec z tym, a jak dowiedziałam się że nstapi za chwilę koniec to połknełam 2 sezony naraz. I teraz gdy wiem, że za tydzień będzie koniec to czuje lekkie podniesienia ciśnienia.
    Zwłaszcza, że zostanie powiedziane kto jest GG, a chyba wcale tego nie chcę. Bo zupełnie psuje mi to postrzeganie serialu. Już w ostatnim odcinku 2 sezonu zasugerowano kim jest GG. Pewnie znowu zacznę oglądać wszystkie sceny GG i wytykać błędy scenarzystów, producentów, reżyserów. Bo jeśli dobrze pamiętam to wszystkie postacie mają choćby po jednej scenie, przez którą można wykluczyć ją z grona podejrzanych.

  • Gość: [GreatOuse] *.bb.sky.com

    Nie wiem na ile jest to sprawdzona informacja, ale po zakończeniu się Harry'ego Pottera, post-potterowa depresja została nawet rozpoznana przez specjalistów. Problem był na tyle częsty, że powiązano go właśnie z tym wydarzeniem.

    Oczywiście wpadnięcie w kliniczną depresją z powodu książki czy filmu, może się wydać grubą przesadą, ale ludzie różnie radzą sobie ze stratą. Fani, którzy byli z serią od początku, dorastali z nią, poczuli się nagle osamotnieni. To tak stracić bliską osobę.

    Ja nie jestem aż tak emocjonalna, ale też mam popkulturowe momenty, które wczepiają się w mózg i długo nie puszczają; Zatonięcie Titanica, śmierć Ostatniego Smoka, odejście Rose, amnezja Donny, śmierć Siriusa. Nie wspominając o wielu odcinkach M*A*S*H-a, które chyba oglądam przez jakieś ukryte zapędy sado-maso.

  • Gość: [Aelis] *.ostnet.pl

    Ten wpis to historia mojego życia. Gdyby nie fanfiction nie przetrwałabym, zanim je odkryłam czytałam książkę po kilka razy (Harry Potter to najbardziej zmaltretowane pozycje w moim zbiorze ;D)

  • Gość: [wazon] *.dynamic.chello.pl

    Swieta racja, ale jest jeszcze cos o wiele gorszego. A mianowicie pustka, dopadająca autora, ktory, tak, czy owak, jest w koncu zmuszony skonczyc książkę. Nie może zamordowac wszystkich bohaterów, przywiązal sie do nich ( UWAGA ! Nawet, jesli powieść jest chalą !), ma świadomość, że cos powinno sie z nimi dalej dziać, niezaleznie od tego, czy był tam heppy end, czy nie, bo heppy czy nie heppy, end nie jest endem. A tu tymczasem STOP. Wydawca kobyły nie wyda, czytelnik kobyły nie wexmie do ręki. Postać ( wg autora !) jest udana, żywa, a tu jej losy trzeba uciąć. Nagrywa sie ustrojstwo na płytkę, i koniec. Ew mozna wspomniec na ktoryms planie dana osobe w innej powieści, ale to jest namiastka.
    Wierz mi, zwierzu, to dopiero jest uczucie pustki. Jakby nagle wcięlo w nicość kogos, do ktorego mialo się emocjonalny stosunek.Malo tego, ktorego się stworzyło !
    Ale zdarza sie tez jeszcze cos tragiczniejszego- wydawnictwo nie placi !

  • Gość: [Katie] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    perfect timing z tą notką! a drugi obrazek dokładnie oddaje mój aktualny stan - skończyłam wszystko co zostało dotychczas wydane z Pieśni Lodu i Ognia (a zaczęłam 1,5 miesiąca temu) i od tego czasu nie mogę żadnej książki czytać - wożę jak zwykle Kindla ze sobą, otwieram jakąś książkę i po 1 stronie próbuję inną, a żadna mi się nie podoba... nie wiem co ze mną będzie...
    a takie uczucie miałam też po Przyjaciołach, HP, 4 sezonie Castle, a jeśli chodzi o Doctora, to ja stale odczuwam jego brak/niedobór ;)

  • Gość: [Ysabell] *.lodz.mm.pl

    Też tak mam!

    To znaczy, może nie do końca dokładnie tak, bo w moim wypadku to chyba nie jest tak, że rzeczywistość jest gorsza, bo nie jest tą z fikcji, bo właśnie moja rzeczywistość jest jeszcze przez jakiś czas widziana przez pryzmat tej fikcyjnej... To jest ten okres, w którym (po Supernaturalach) mrugające światło oznacza duchy czy demony, albo (po Doktorze) tykający zegar oznacza Automatona, albo (po Harrym Potterze) większość zdarzeń ma swoje inkantacje i odpowiednie ruchy różdżką, a czarny pies na podwórku jest ponurakiem.

    I w sumie nawet lubię ten okres, bo on nie tyle jest pusty, co właśnie ciągle jeszcze wypełniony tą poprzednią lekturą i aż się nie chce tej swojej rzeczywistości zmieniać tak szybko na inną. Ale z drugiej strony ja zawsze czytając po raz drugi jestem szczęśliwsza niż za pierwszym razem. Może właśnie dlatego, że wiem, że koniec książki, to wcale nie koniec przygody. :)

  • ginny22

    Jaki piękny, piękny i smutny wpis!
    Oczywiście, też to znam. Ostatnio doświadczyłam na początku tego roku, kiedy to przeczytałam ostatnią stronę ostatniego tomu "Millenium" i wszystko we mnie wołało: "Jak żyć???" Rozpacz. Dramat. Pustka. Ale jakże piękna. tak bardzo warto ją przeżyć.

  • noida

    Ostatnio miałam to po zakończeniu serii "Igrzyska śmierci". A jeśli chodzi o Harry'ego Pottera, to wciąż wypieram, że seria się skończyła, siedząc na Pottermore, czytając fanfiction i czekając na list z Hogwartu ;) (mam 32 lata).

  • elka17

    Ja mam może nie aż tak drastycznie, ale mnie z kolei uczucie pustki maleńkiej dopada pod koniec rozdziału czy odcinka. I zwykle kończy się na jeszcze jednym... ;)

    Trzeci tom sagi o Wiedźminie czytałam bez przerwy odkąd kupiłam, do momentu skończenia. Serio. Czytałam idąc po ulicy. Po sadze syndromu nie miałam, bo Sapkowski zepsuł moim zdaniem zakończenie.
    Ale miałam po Harrym. I czytam co roku. Po prostu. Właśnie kończę szósty tom.

  • Gość: [Beryl] *.omi.pl

    Ponura:"Najbardziej dopadło mnie chyba po sadze o Błaźnie Robin Hobb..."

    Oj, ciebie też? Łaziłam po niej koło tygodnia zupełnie rozstrojona nerwowo, to wpadajac w depresję to chichocząc niekontrolowanie. Ale to chyba ni był smutek po skończonej książce, tylko efekto emocjonalnego rollercoastera zafundowanego przez autorkę.
    Zupełnie na odwrót miałam po "Klątwie nad Chalionem" - ksiażka jest taka śliczna, zabawna i skończona, że ją odkładałam szczęśliwa i promienna. Nawet mi fiki do niej nie potrzebne, taka jest kompletna.

  • Gość: [Anix] *.play-internet.pl

    Tak, ja też znam ten stan pustki, smutku gdy kończy się książka, film, serial. Tylko czytając Zwierza, mam wrażenie, że dla niego to stan permanentny. A dla mnie ten stan zdarza się rzadko i dotyczy nielicznych pozycji popkulturowych. I mimo, że jest to ciężkie przeżycie (kończysz książkę i już nie wrócisz do niej i jej świata) to kocham to uczucie. Bo to oznacza, że mnie to ruszyło. A potem myślę, rozmyślam i zastanawiam się nad tym co przeczytałam lub obejrzałam.

  • Gość: [ola] *.multi-play.net.pl

    największą zwałę miałam po Przyjaciołach i Supernatural - jest tyle odcinków że człowiek zaczyna traktować świat serialu jako niemal codzienny i b.bliski :) paradoksalnie psucie się serialu, który początkowo wciągał, pomaga - np. po GG nie będę płakać, wręcz czekam z utęsknieniem aż zakończą ten ciąg niesmacznych absurdów.
    Z książek najbardziej mnie uzależniła Jane Austen. Czytałam ją na okrągło niemal, nie chciałam odpuścić ;)

  • Gość: [Ewa14] 217.153.140.*

    Ja spory problem z powrotem do rzeczywistości miałam po przeczytaniu Zmierzchu (nie twierdzę, że to dobra literatura - twierdzę tylko że wciąga i wprowadza nas w inny świat). Podejrzewam, że miałabym poważne problemy z powrotem do rzeczywistości, gdyby Igrzyska Śmierci skończyły się na pierwszej książce. Kolejne były już dużo słabsze, a całą moją miłość do cyklu autorka zabiła w trzeceij części tak strasznie krzywdząc Peetę (Wydaje mi się, że chłopak wystarczająco dużo przeszedł. O ile w pierwszej części było mi go żal, o tyle w trzeciej wkurzyłam się). No ale Igrzyska nie mogłyby się skończyć na pierwszej książce, bo wtedy historia byłaby idiotyczna (dlaczego mamy się cieszyć, że Katnis wygrała - przecież zginęła masa dzieciaków równie niewinnych co ona).
    Uczucie pustki miałam też po obejrzeniu Marzycila - świat w tym filmie był tak ciepły (mimo pojawiającej się tragedii).

  • milennn

    za chwilę skończą się na amen dwa seriale, których wprawdzie nie oglądałam od pierwszego odcinka, ale do których się przyzwyczaiłam (Prywatna praktyka - oglądam ją tylko dla Addi, oraz Fringe) i czuję, że nie będe mogła sobie przez dłuższy czas znaleźć miejsca...
    Z książkami też tak mam, dlatego tak mnie cieszą 3 filmy Hobbita, co jest mało popularnym twierdzeniem, ale ja po prostu lubię wracać do Śródziemia i filmy PJ mi to fajnie ułatwiają.
    Tak jak część współkomentujacych, także po Insygniach miałam małą traumę, ale wtedy jeszcze czekały nas premiery kilku filmów z serii HP, więc pocieszałam sie, że "to jeszcze nie jets koniec", ale po obejrzeniu IŚ part 2 poczułam, że naprawdę się coś kończy i to było bardzo smutne.

  • latroti

    Z tym, co tu Zwierz napisał, zgadzam się i odnoszę do siebie, takie najdłuższe uczucie pustki miałam po skończeniu "Trylogii Czarnego Maga". Jak Zwierz napisał, nie musi to być dzieło wybitne (i nie jest i nie było), ale kiedy historia się skończyła, kompletnie nie mogłam znaleźć sobie miejsca.
    Ale jest jeszcze druga rzecz, tutaj nieuwzględniona. Czasem po prostu odczuwa się pustkę, czeka na kolejną częć, dzieło jakoś powiązane, nawet kilka lat. Ale kiedy już się pojawi, wcale nie chce się po nie sięgnąć. Nie dlatego, że nie chce się widzieć, co nowego autor nam zaserwował, bardzo się chce, ale z drugiej strony boimy się, że nie spełni naszych oczekiwań. W ten sposób skończyłam czytać z dwie serie. No, ale może tylko ja tak mam. ;)

  • Gość: [dexter] 78.133.215.*

    mam to samo po dexterze, i to jeszcze w sylwestra ;/ ma kto jakiś sposób na pozbycie sie tego uczucia?

  • Gość: [kikinki] *.dynamic.chello.pl

    Ja sie tak czuje po obejrzeniu Howl's moving Castle.
    Od trzech dni czuję się nierealnie: obejrzałam cały film 6 razy, x razy fragmenty z filmu i AMVki, przeczytałam książkę, przecyztałam mangę i tonę fanfików.
    Dalej nie pomogło bo mm mochotę odpalić film po raz 7...
    Chyba muszę zacząć pisać fanfik bo tak mnie wciagnęła historia, świat tego anime i bohaterowie, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować.

  • Gość: [Cytrus] *.adsl.inetia.pl

    Uff a już myślałam, że coś ze mną nie tak ;)
    Pustka. Totalna pustka. Tak jak kiedyś przeżywałam Pottera czytając co rok, od nowa, całą serię, wracając po kilka razy do poszczególnych fragmentów, tak teraz przyszło mi przeżywać Hobbita. Wracam wciąż do poszczególnych fragmentów filmu, jak i książki, a uczucie pustki i smutku tylko się pogłębia...

  • Gość: [Sławek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Właśnie w tym momencie czuję to wszystko co tu jest napisane. Czytam książkę Krąg Czarnoksiężka Morgan Rice, jest to książka fantasy, aktualnie jestem na 4 tomie z 12. Czuję totalną pustkę i nie wiem czy chcę skończyc czytac pozostałe tomy. Chciałbym życ w tym świecie fantasy pełny rycerzy i magii, oraz poczuc tą samą miłośc co jest opisana w tej książce. Marzę o czymś co jest nierealne. I chyba zamierzam przerwac dalsze czytanie tej książki. slawek1100@onet.eu

  • Gość: [Krejzol] *.wolomin.vectranet.pl

    Ja tak mam pomobejrzeniu wszystkich 61 odcinków w 2 dni z Avatar: Legenda Aanga. Mam 16 lat, tak się czuję od 3 dni i przepełnia mnie pustka, rozpacz, pragnienie kontunuacji. Niby jest kontynuacja, ale oglądając Legendę Korry to mam jeszcze gorzej :(

  • Gość: [Klaudośka] *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl

    Bardzo dobrze napisane, właśnie teraz przeżywam coś takiego

Dodaj komentarz

© zwierz popkulturalny
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci