Menu

zwierz popkulturalny

ZWIERZ POPKULTURALNY PRZENIESIONY NA WWW.ZPOPK.PL

Opowiedz to jeszcze raz Will czyli nic się nie zgadza ale wszystko jest takie samo.

ratyzbona

 

Hej


Zwierz poświęca kilka wpisów grudniowych na spełnianie zachcianek czytelników. Zachowuje się jak właściciel firmy przewozowej, który chce wykorzystać wszystkie dokumenty zezwalające na przewożenie produktów przez granice zanim skończy się rok. Zwierz chciałby wejść w rok 2013 z przekonaniem że spełnił choć trochę obietnic składanych czytelnikom. Możecie zapytać czy spełnianie życzeń czytelników nie wpłynie na poziom czy charakter bloga. Spokojnie - zwierz jest wybredny - pisze o tym o czym sam chciałby kiedyś napisać a cudze zamówienie traktuje jedynie jako wymówkę by móc to zrobić. Dziś zwierz (który czytał wczoraj cały dzień o Kalwinie i układał w głowie wystąpienie o doktoracie) zrealizuje prośbę Eli, która zapytała czy zwierz napisze wpis o zrealizowanym kilka lat temu przez nasze kochane BBC cyklu ShakespeaRe -told. Zwierz zwykle nie wraca do dawnych produkcji ale tym razem został i ładnie poproszony i sam właściwie nie ma nic przeciwko temu (wierny czytelnik bloga zapewne zauważy że zwierz uwielbia pisać o ekranizacjach Szekspira).

 

 Trzeba jedno powiedzieć - cały cykl miał chyba jedne z najgorszych plakatów jakie zwierz widział. Okładka wszystkich części wygląda koszmarnie

 

Pomysł na cykl był prosty - wybrano kilka najlepiej znanych sztuk Szekspira (Wiele Hałasu o nic, Poskromienie złośnicy, Makbet, Sen nocy letniej) i przeniesiono je w czasy współczesne. Do tego dorzucono film fabularny starający się odtworzyć do kogo i dlaczego Shakespeare napisał swoje słynne sonety (spokojnie zwierz odkrył fakt istnienia tego filmu dopiero miesiąc temu, zaś fakt że zrealizowano go w ramach tego cyklu odkrył dopiero wczoraj) .  Autorzy scenariuszy mogli zostawić z oryginalnych dramatów Szekspira to co chcieli (choć ogólnie język miał być współczesny), więc niekiedy współcześni bohaterowie wypowiadają jedną czy drugą Szekspirowską frazę, jednak większość dialogów jest zdecydowanie współczesna. Wolną rękę pozostawiono też twórcom przy wyborze otoczenia w jakim będzie się rozgrywała ich uwspółcześniona wersja. I tak Wiele hałasu o nic rozgrywa się w świecie telewizji śniadaniowej, Makbet w środowisku znanych kucharzy, Poskromienie złośnicy w wyższych sferach związanych z parlamentem, a bohaterowie Snu nocy letniej błąkają się po lasach otaczających luksusowy ośrodek wypoczynkowy. Zwierz musi powiedzieć, że o ile świetnie rozumie intencje twórców (pokazać, że Szekspirowskie problemy i konflikty ładnie dają się przenieść w dowolne miejsce i czas) o tyle nie we wszystkich przypadkach jest to szczególnie udany pomysł. O ile przeniesienie Makbeta w świat kuchni (z resztą chyba najładniej nakręcona część cyklu z młodym McAvoyem jako Makbetem) dobrze pokazuje, że rządza władzy nie musi się ograniczać jedynie do szkockich królów o tyle na przykład w przypadku Snu Nocy Letniej wyraźnie widać, że twórcy nie mieli pomysłu na uwspółcześnienie historii, która i tak zawsze musi się toczyć w dość magicznej otoczce, z kolei Wiele Hałasu o Nic wydaje się być umieszczone w świecie telewizji dość przypadkowo, jedynie w Poskromieniu złośnicy widać, że twórcy wybrali nową przestrzeń historii bardzo uważnie i ze sporym namysłem.

 

 

 Makbet wylądował w kuchni ale trzeba powiedzieć, że przynajmniej zdaniem zwierza, to kuchnia tak odmalowana że jest nie gorszą sceną do morderczej rozgrywki niż wnętrza szkockich zamków.

 

No właśnie tym co najbardziej intrygowało zwierza kiedy zasiadł do oglądania kolejnych filmów była odpowiedź na to jak twórcy poradzą sobie z prostym faktem, że znaczna część sztuk Szekspira do współczesności średnio pasuje. Zwłaszcza w przypadku Poskromienia Złośnicy i Wiele Hałasu o nic gdzie wizja stosunków damsko męskich jest jednak mocno zakorzeniona w obyczajowości czasów elżbietańskich. Zwierz zupełnie nie zwraca na to uwagi kiedy ogląda wierną ekranizację wychodząc z założenia, że każdy jest dzieckiem swoich czasów, z tego samego powodu uważa, że można spokojnie wystawiać Kupca Weneckiego (z resztą Michel Radford pokazał,  ostatnio jak bardzo Kupiec wenecki może poruszyć), jednak kiedy historię przenosi się w czasie to opowiedzenie jej dokładnie tak samo jest nie możliwe. W przypadku Wiele Hałasu o Nic  twórcy zdecydowali się na krok zdaniem zwierza słuszny czyli modyfikację zakończenia. Jasne jest, że współczesna Hero  miałaby spore problemy z radosnym przyjęciem przeprosin faceta, który ją publicznie skompromitował i upokorzył. Tak więc w nowej adaptacji śliczna Hero (grana przez Billie Piper, która akurat do tej roli się nadaje) odsyła Claudia ze stwierdzeniem,  że chyba zwariował myśląc że po tym wszystkim co się stało (trzeba przyznać, że wydarzenia współczesne są nieco bardziej dramatyczne niż te oryginalne) przyjmie go z powrotem. Taka ekranizacja powinna zadowolić tych którzy już dziś skarżą się, że trudno im oglądać Wiele Hałasu o nic właśnie ze względu na to jak Klaudio traktuje Hero. Co ciekawe a właściwie dość oczywiste główna linia fabularna – w której mamy Benedicta i Beatrice – nie wymaga właściwie żadnych zmian. Szekspir zafundował nam w Wiele Hałasu o Nic zrąb najbardziej podstawowej komedii romantycznej opartej na dowcipnej wymianie zdań ludzi, którzy się kochają ale nie chcą do tego przyznać.  Tak więc dostajemy tylko wariację na znany temat, i ta powinna raczej widzów zadowolić (choć zwierz ma problem bo Benedicta gra Damien Lewis którego zwierz na ekranie nie lubi tzn. nie mówi, że to zły aktor ale zwierz nigdy nie czuje sympatii do odgrywanych przez niego postaci). Oczywiście sporo zmian jest w tle (to dość jasne kiedy wyrzuca się księcia a wstawia producenta telewizyjnego) ale całość rzeczywiście podąża dość prostym przełożeniem tego co w sztuce na to co w filmie. Jedyny zgrzyt to teoretycznie romantyczna a praktycznie koszmarnie dydaktyczna scena czytania sonetów Szekspira. Zwierz nie lubi kiedy w telewizji tłumaczą mu co powinien zrozumieć z czytanych utworów.

 

 

 Wiele Hałasu o Nic można spokojnie przenosić w czasie i przestrzeni niewiele zmieniając w głównym wątku - tu bowiem do dziś rozgrywa się część ekranowych romansów według zaproponowanego przez Szekspira schematu


 

Zdecydowanie ciekawiej jest w przypadku Poskromienia złośnicy. Jak powszechnie wiadomo nie do końca da się dziś wystawić poskromienie złośnicy tak by widzowie odczuli dokładnie to co Szekspirowska widownia. Wizja temperowania charakteru wściekłej na wszystkich dziewczyny przez serię upokorzeń, aż do chwili kiedy stanie się posłuszną żoną nie współgra z naszą wizją świetnej komedii. Widać, że twórcy współczesnej wersji też mieli z tym problem. Wybrnęli dość pokrętnie – po pierwsze uczynili z głównej bohaterki nie wściekłą pannę na wydaniu ale znaczącą i pnącą się po szczeblach kariery panią polityk, która męża potrzebuje raczej marketingowo. Wściekłość zaś bierze się przede wszystkim z posiadania pięknej matki (gra ją Twiggy) i siostry modelki, które czerpią korzyści ze swego piękna uznając je za coś naturalnego i dokuczają biednej, niskiej i nieładnej Kate.  Stąd też zwierz pisał, że tu właśnie jest najważniejszy wybór miejsca – umieszczenie wszystkiego w świecie polityki to dla twórców dowód, że kobiety traktują jak najbardziej poważnie. Po drugie tak poprowadzono akcję by ostateczne wyznania uległości względem męża zostały odwzajemnione wyznaniem uległości względem żony. Najwięcej zaś załatwiono w napisach końcowych gdzie kolejne rodzinne zdjęcia pokazują, męża zajmującego się domem podczas kiedy jego żona polityk nadal robi karierę co sugeruje, że całe to temperowanie paskudnego charakteru było zupełnie nie związane z wizją żony, która ma siedzieć w domu i zajmować się dziećmi. Wciąż jednak film jest historią wściekłej na cały świat mniej kochanej brzydszej siostry, którą mężczyzna serią upokorzeń doprowadza do zmiany postawy (choć nie całkowicie bo wciąż jest nieuległa w walce politycznej). Zwierz musi powiedzieć, że miałby pewne trudności z oglądaniem tego filmu ( nie żeby zwierz był specjalnie zideologizowany po prostu nie przepada kiedy ktokolwiek robi komukolwiek przykrość na ekranie) gdyby nie najlepszy wybieg twórców – czyli obsadza dwóch głównych ról. Rolę wściekłej Kate dostała Shirley Henderson aktorka, którą zwierz widuje ciągle w filmach BBC (może tak je dobiera) i robi to naprawdę znakomicie tzn. furia w jaką popada jej bohaterka jest tak olbrzymia, że nawet przez chwilę nie ma się wątpliwości że należałoby coś z tym zrobić. Jest z resztą przy tym przekomiczna co przypomina dawne czasy kiedy Poskromienie Złośnicy raczej nie budziło kontrowersji. Ale i tak najlepszą rolą w filmie jest Petruchio w wykonaniu Rufusa Sewella – aktor należy do ścisłej czołówki ulubionych brytyjskich aktorów zwierza między innymi dlatego, że idealnie gra ten typ ludzi po których można spodziewać się wszystkiego. Tu od pierwszej sceny widać, że jego bohater jest bardziej niż lekko narwany, ale mimo wszystko budzi naszą sympatię. W ostatecznym rozrachunku fakt, że bohater zdaje się mieć odrobinę nierówno pod sufitem też sprawia, że jakoś łatwiej oglądać całość bo przecież zawsze można stwierdzić, że normalni faceci się tak nie zachowują.

 

 Trzeba przyznać, że w Poskromieniu Złośnicy bohater grany przez Rufusa Sewella przez większość filmu gania w makijażu, obcasach, spódnicy i kabaretkach. Nie mniej co niepokojące (a może tylko ciekawe) wygląda w całym tym stroju niesamowicie dobrze


 

Co ciekawe dwie pozostałe ekranizacje z cyklu idą w inną stronę. Zwierz może wam z góry powiedzieć, że uważa skomplikowany i w sumie nie tak daleki od oryginału Sen Nocy Letniej za nieudany. Wydaje się jakby twórcy tego akurat filmu nie zrozumieli zadania.  Oczywiście wypadło trochę postaci i mamy do czynienia ze zmianą dekoracji ale wciąż to ta sama opierająca się na dość prostym pomyśle historia ganiania się całej grupy młodych i nieco starszych ludzi po lasach. Niektórych będzie bawić , niektórych nie. Zwierz nie będzie się rozpisywał bo widział film tylko raz i mu się zupełnie nie spodobała ta koncepcja.  Może jeśli magia to tylko w oryginalnym wydaniu.  Z kolei w przypadku Makbeta problem polega na tym, że o ile komedie przesuwa się w czasie nieco rzadziej (ale także z mniejszymi konsekwencjami bo np. Wiele Hałasu o Nic Branagha dzieje się w Toskanii  i jakieś dwieście lat później niż powinno ale to nie ma żadnego znaczenia) o tyle ilekroć ktoś sięga po tragedie to przesuwa je w czasie, reinterpretuje i umieszcza w zupełnie innym kontekście. Innymi słowy twórcy Makbeta choćby nie wiadomo jak się starali wiele nowego zaproponować nie mogli. Wybrali świat znanych kucharzy, ciemne zaułek do którego wychodzi się ze śmieciami, ambicje, gwiazdki dla najlepszych lokali, tasaki i wszystkie te akcesoria które kojarzą się raczej z Kuchennymi Rewolucjami niż ze szkocką sztuką.  Zdaniem niektórych zmieniło to Makbeta w walkę o kotleta (rym niezamierzony), zdaniem zwierza to pomysł dość dobry bo ambicja to zawsze ta sama bestia która na równi atakuje kucharzy i królów a kuchnia dostarcza przede wszystkim niezbędnych rekwizytów i plastycznych wizji. Zwierz może miałby inną opinię ale twórcom wyszedł film odpowiednio mroczny i niepokojący, zaś James McAvoy jako młody Makbet jest jak zwykle bardzo dobry. Zdaniem zwierza to z resztą najlepiej wykonana reżysersko robota w całym cyklu i chyba jedyny film, który obroniłby się nie tylko w telewizji ale i w kinach.

 

 

 Zwierz ma spore problemy z nowym Snem Nocy Letniej, który zupełnie zwierza nie rozbawił. A nieśmieszny Sen Nocy Letniej to zbrodnia

 

Na sam koniec zwierz chce wam napisać o  filmie o samym Szekspirze (A Waste of Shame), którego Wikipedia ani box z filmami nie zalicza do cyklu ale robi to sama strona BBC, której to zwierz ufa. Zwierz znalazł film  niedawno (był cały na youtube) przy okazji przeglądania filmografii Ruperta Gravesa który gra w filmie samego Szekspira. Pomysł wyjściowy jest nawet niezły – jak wiadomo sonety Szekspira mają to do siebie, że po pierwsze w części stanowią rady dla młodego mężczyzny, w części są adresowane do Czarnej Damy. Trudno się dziwić scenarzystom, że nie pokusili się o to by napisać scenariusz tłumaczący skąd się takie natchnienie wzięło. Scenarzysta zdecydował się na następujące rozwiązanie – młodzieńcem z sonetów zostaje William Herbert, dobrze urodzony młodzieniec, którego na zlecenie rodziny sonety Szekspira mają skłonić by znalazł sobie żonę i się ustatkował. Ta wizja ma akurat potwierdzenie w domysłach Szekspirologów, którzy umieszczają nazwisko Herberta na krótkiej liście tych komu zbiór mógł być dedykowany. Czarną Damą zostaje zaś śniada prostytutka, do której przywiązuje się nasz poeta. Film ogląda się dobrze, ba nawet niektóre pomysły są ciekawe, problem w tym, że niezależnie od tego czy dobrze się zna dzieje utworów Szekspira, czy się właściwie nic o nich nie wie, nie trudno wyczuć, że mamy tu do czynienia z fantazją reżysera, a nie z odtworzeniem faktów. A takie gdybanie najczęściej sprowadza się do wypróbowanych klisz dramatycznych, które chyba jednak nie do końca pasują do tematu . Jak ktoś słusznie zauważył to ta wizja, w której poecie się coś przydarza a potem opisuje on to w wierszach. Jakby niczego nie tworzył tylko odpowiadał poetycko na zdarzenia. Może jedynym plusem filmu jest to, że sam Szekspir nie wypada na tak fascynującą czy romantyczną postać jaką  zwykły nam ostatnio fundować filmy. Wręcz przeciwnie zwierz oglądając produkcję miał wrażenie, że widzi człowieka zupełnie zagubionego i nie chodzi jedynie o to czy woli pięknego młodzieńca od pięknej kobiety, tylko w ogóle co ma ze sobą robić. Zwierz lubi kiedy poeci nagle przestają być postaciami fascynującymi a wychodzi z nich jakaś miałkość (poeta nie musi być wielkim człowiekiem by pisać wielką poezję). Dziwnym pomysłem było obsadzenie Ruperta Gravesa w tej roli (zwierz go uwielbia ale do grania poetów to on się średnio nadaje) ale trzeba przyznać, że aktor robi co może. Choć technicznie świetnie zrealizowany to jednak film nie jest szczególnie dobry  - brakuje w nim jakiejś iskry, a poza tym jednak trochę za luźno traktuje fakty z życia swoich bohaterów. Zwierz oczywiście obejrzał film z przyjemnością, ale najbardziej się uśmiał w czasie czytania recenzji filmu na Imdb.  Otóż ktoś zauważył, że Szekspira w ogóle się nie da lubić i że w scenie gdy lekarz stawia mu bardzo poważną diagnozę czujemy więcej sympatii do lekarza niż do Szekspira. Zwierza to ubawiło ponieważ lekarza gra przez jakieś pięć minut Tom Hiddleston, jeden z tych aktorów do którego ostatnio wszyscy czują większą sympatię niż do głównych bohaterów.

 

 

 Zwierz wybrał ilustrację w stylu "fangirl przedstawia" ale czy to jego wina, że prawdopodobnie zapamięta tą średnio udaną produkcję przede wszystkim z tego, że Tom Hiddleston pojawił mu się zupełnie niespodziewanie na ekranie (dowodząc że każdy angielski aktor grał z innym angielskim aktorem)

 

W sumie cały cykl pokazuje, że właściwie przenoszenie Szekspira w czasie nie jest trudne ale i nie do końca opłacalne. W większości przypadków ogranicza się tak naprawdę do gry z konwencją, zmiany dekoracji – lub poprawek obyczajowych. Niemniej nie zmienia to faktu, że gdyby zrealizowano te wszystkie historie tak jak napisał je Szekspir w wielu widzach wywołałyby mniej więcej te same emocje (no może poskromieniem złośnicy). Zwierz nie ma nic przeciwko przenoszeniu Szekspira w czasie (jego sztuki i tak nie dzieją się wtedy kiedy się dzieją) ale w sumie to jedynie taka zabawa, która chyba nikogo do wielkiego  poety nie przekona. Zwłaszcza, że w opisywanych filmach porzucono poetycką frazę. Co natomiast wyraźnie widać, to jak niewiele nowych historii sami wymyśliliśmy skoro Wiele hałasu o nic spokojnie może przejść jako najnowsza komedia nawet wtedy kiedy widz nie zna oryginału. Jednak być może na osąd zwierza wpływa fakt, że nigdy nie trzeba go było do Szekspira specjalnie przekonywać. Wręcz przeciwnie, zwierz darzy dzieła angielskiego tragediopisarza trudną do opisania sympatią. Stąd też zwierz jest zdecydowanie bardziej ciekawy jak wypadł wcześniejszy projekt BBC, który na tej samej zasadzie przeniósł w czasy współczesne część opowieści Kanterberyjskich. Zwierz jeszcze tego nie widział (tak zwierz nie widział wszystkiego) ale jest niezwykle ciekawy, i pewnie zabierze się za oglądanie jak tylko znajdzie chwilkę czasu.  Niemniej wydaje się, że twórcy cyklu sami sobie nie ułatwiali. Gdyby wybrali np. Otella i postarali się go rozegrać lepiej niż w amerykańskiej wersji (pamiętacie miał tytuł O. ), czy porwać się na przeniesienie Kupca Weneckiego we współczesność to kto wie, może wyszłyby im filmy zdecydowanie lepsze a przynajmniej zmuszające do głębszej refleksji.

 

 

 Problem z cyklem jest taki, że często zwierz łapał się na tym, że podobny efekt można byłoby uzyskać bez tego całego "ponownego opowiadania" tylko normalnym cyklem ekranizacji w nowych dekoracjach 

 

Co ciekawe seria filmów, które nie są aż tak bardzo udane, ma szanse być oglądana przez wielu widzów w kółko. Dlaczego? Otóż to magia BBC gdzie grają wszędzie ci sami aktorzy i ogląda się po kilka razy te same filmy zawsze dla kogoś innego. Jeśli połączyć obsady opowiedzianego ponownie Szekspira i nowych opowieści Kanterberyjskich wyjdzie nam gdzieś 1/3 angielskich aktorów którzy sprzedali duszę BBC, a to oznacza wielokrotne oglądanie tych samych filmów. Aż w końcu dojdziecie do poziomu zwierza, który z radością dochodzi do wniosku, że już potrafi wymienić z imienia i nazwiska całą obsadę. Wtedy trzeba się poważnie zastanowić nad własną przyszłością. Może się okazać, że nie pozostanie wam nic innego tylko założyć bloga :)

 

Ps: A poniżej dla potomności zwierz dokumentuje dzień,  w którym pokonał Ewangelię. Wielkie dzięki wszystkim czytelnikom razem i każdemu z osobna.

 

 

Komentarze (12)

Dodaj komentarz
  • elka17

    Zwierzu, dziękuję! <3

    Właśnie mi zeżarło komentarz, spróbuję jeszcze raz ;)

    Chyba najbardziej z całego cyklu uwielbiam Poskromienie Złośnicy - zarówno Shirley, jak i Rufus są absolutnie genialni.
    Z Wiele hałasu o nic mam problem - bardzo mi się podoba, ale podobałoby mi się o wiele bardziej, gdybym tuż przedtem nie obejrzała wersji Tennant/Tate.
    To ja nie lubię Makbeta, choć przyznaję, że nieźle zagrany. I nie widziałam wciąż Snu nocy letniej - usprawiedliwia mnie tylko to, że pożyczyłam DVD.

    Właśnie, ja nie mam takiej koszmarnej okładki. Mam taką: images.pricerunner.com/product/image/102457463/Shakespeare-ReTold-%255BDVD%255D-%255B2005%255D.jpg

  • Gość: [Eriu] *.lodz.mm.pl

    Wydaje mi się, że ten cykl był kiedyś dodatkiem do jakiejś kobiecej gazetki. W każdym razie jestem w posiadaniu Makbeta, którego w sumie jeszcze nie obejrzałam, bo kiedyś miałam awersję do Jamesa McAvoya, którą to wyleczyli dopiero X-Meni.

    "Poskromienie złośnicy" obejrzałam ze względu na Rufusa, który mnie niezmiernie fascynuje jak i odpycha. Poza tym ma piękny głos, a ja uwielbiam facetów z pięknym głosem. Film bardzo mi się podobał.

    "A Waste of Shame" widziałam dwa razy. Najpierw z powodu Ruperta Gravesa. Później ze względu na Toma. Już tam mam, że większość filmów, które oglądam, wybieram z czyjegoś powodu (aktora na którego akurat mam fazę, albo reżysera, którego uwielbiam).

  • ratyzbona

    @Eriu - ależ to jest jak najbardziej słuszny klucz doboru filmów

  • Gość: [Maja] *.dynamic.chello.pl

    Czemu pierwsze miejsce w rankingu blogów mnie nie dziwi, no czemu? Ktoś wie? ;)

    Nigdy za wiele wpisów Zwierza związanych z Szekspirem.
    Z filmów opisanych dzisiaj widziałam tylko "Poskromienie złośnicy" i ogromnie mi się spodobał. Uśmiałam się jak mało kiedy. Zupełnym przypadkiem trafiłam na niego w telewizji. Niestety włączyłam gdzieś w połowie, ale na drugi dzień była powtórka.
    Wrażenia z pozostałych części nie zachęcają do oglądania, choć kto wie. Brytyjskie produkcje mają dziwne właściwości przyciągające i uzależniające ;) Zwierz i Spółka powinni dostać specjalny medal od królowej za propagowanie kultury brytyjskiej. Serio serio.

    Na koniec mała prośba. Wiem jak bardzo Zwierz nie lubi wytykania błędów, całkowicie to rozumiem i od dawna zastanawiam się czy napisać czy przemilczeć, ale czy Zwierz mógłby poprawić literówkę w nazwisku? Pojawia się w zachwycająco wielu wpisach (ten blog jest jak pudełko pełne czekoladek!). Ktoś oprócz mnie może skorzystać z wyszukiwarki na blogu i nie znajdzie czego szuka, bo wpisze poprawnie, a szkoda by było. Mianowicie
    Hiddleston, nie Hiddelston.

  • ratyzbona

    @Maja - zwierz czeka na odznaczenie. Co do literówki wynika ona z faktu, że dla zwierza obie wersje zapisu nazwiska są zupełnie identyczne nawet teraz kiedy napisałaś je obok siebie zwierz musiał się sporo napatrzeć by dostrzec że literki są ustawione nie po kolei.

  • Gość: [Eriu] *.lodz.mm.pl

    Przez zwierza wygrzebałam "Poskromienie złośnicy" żeby pogapić się na Rufusa. Przy okazji znalazłam też "Pokój z widokiem" z młodziutkim Rupertem.

  • ratyzbona

    @Eriu - to szykuje się bardzo fajny dzień filmowy :)

  • Gość: [Maja] *.dynamic.chello.pl

    Dziękuję za poprawienie. Po prostu kiedyś szukałam czegoś do poczytania, wpisywałam nazwisko gdzie się da i w pewnym momencie sama już miałam wątpliwości, która wersja jest poprawna. Bardzo przepraszam za czepianie się i kontynuowanie OT. Chciałam się wytłumaczyć i zapewnić o dobrych intencjach, bo przez internet czasem ciężko się porozumieć i może niegrzecznie wyszło. Mam nadzieję, że nie uraziłam Zwierza.

  • ratyzbona

    @Maja - ależ nie broń Boże! PO prostu zwierz tłumaczy dlaczego mimo pisania nazwiska nie raz czy nie dwa popełnia w nim taką literówkę. Ale żeby się obrażać? Nie ma za co.

  • Gość: [MT] *.5-1.cable.virginmedia.com

    "Makbet" zawsze będzie taki sam, to jedna z tych sztuk, która się nie da "ukryć" w opowieści i zawsze zeżre wszystkie dekoracje dookoła. Lepiej chyba ciąć fabułę i robić wariacje na temat wątków lub je wstawiać do innych opowieści. Ale i tak czekam, aż ktoś wpadnie na pomysł, by zrobić nowe wersje Szekspira ze zmianą płci bohaterów - serio czekam, bo jestem ciekawa, jak prezentuje się Hamlet, który jest kobietą, jakie emocje targałyby kobietą, która musi zabić (lub "zabić") dla pozycji, może by spróbować poskromić złośnica, a tragiczna miłość mogłaby się pojawić między Romeo a Juliem przecież.
    Taki luźny komentarz, bo z serii BBC widziałam tylko "Sen", "Złośnicę" i "Waste of shame" i mnie jakoś nie oczarowały (ale co 5 minut Toma na ekranie to 5 minut Toma na ekranie).

  • Gość: [wazon] *.dynamic.chello.pl

    Okropnie mi wstyd, ale nie przepadam az tak bardzo za Szekspirem. I myslę, że nie mam racji. Może, dzieku zwierzowi, wezme sie do niego jeszcze raz i zobaczę to, co mi umknęlo.:)

  • Gość: [ola] *.multi-play.net.pl

    zwierzu skoro w duchu świąt spełniasz niektóre prośby czytelników to ja znów przynudzę o subiektywny wybór (np. mniej oczywistych) filmów w klimatach gwiazdkowych - dowiaduję się tu o nowych rzeczach których nie widziałam, fajnie by było sobie na gwiazdkę przygotować taki zwierzowy wybór christmasowy ;)

Dodaj komentarz

© zwierz popkulturalny
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci