piątek, 18 maja 2012
Internet is made of cats czyli dlaczego pierwsza częśc tego zdania jest prawdziwa
Hej
Ponieważ po wczorajszej dyskusji pod blogiem zwierz nie ma najmniejszej ochoty przez najbliższe dekady dotykać jakichkolwiek problemów społecznych ( zwierz przypomina sobie w takich chwilach dlaczego założył blog o popkulturze a nie o czymkolwiek innym), postanowił się skoncentrować na problemie, który ( jak przekonał się po lekturze Internetu) nie daje spać nie tylko jemu. Otóż jak wszyscy wiemy dowcipny skrót zawartości Internetu to : Pornografia i Zdjęcia Kotów. O ile pornografia zupełnie zwierza nie dziwi ( z pornografią zawsze jest taka sama zasada – pojawia się natychmiast kiedy wymyśli się nowe medium do jej rozpowszechniania) o tyle nie daje mu spokoju pytanie. Dlaczego Internet pełen jest zdjęć kotów?
Obrazek pokazuje co obecnie zajmuje jakieś 90% myśli zwierza
Historycznie rzecz ujmując nie jest trudno zgadnąć, że jak niemal każdy nie tracący na popularności mem moda na koty zaczęła się na 4chan – w tym Internecie w Internecie, dodawanie zdjęć kotów stało się niemalże osobną dyscypliną, już bardzo wcześnie. Co prawda jak zwykle w przypadku 4chan owa magiczna granica między po prostu wrzucaniem zdjęć ślicznych kotków do Internetu a wrzucaniem ich jako załącznik do plików z pornografią bądź czymś jeszcze gorszym była bardzo cienka. Nie mniej koty wypłynęły na szeroki ocean Internetu już pozbawione symboliki z tego forum i pewnego ciężaru gatunkowego ( że się zwierz tak wyrazi). Jak zwierz wyczytał pierwsze dowcipne zdjęcie kota w Internecie pojawiło się w nim 1995 roku. Nawet zwierz zdaje sobie sprawę jak wcześnie to było. Oczywiście kluczową rolę w podboju Internetu przez koty odegrała strona icanhascheezburger.com, która przede wszystkim składała się ze zdjęć śmiesznych i ślicznych kotów podpisanych w koszmarnie nie ortograficzny sposób ( co jest oczywiste bo przecież koty nie znają ortografii, zwłaszcza te małe). Potem jednak koty rozlały się na cały Internet, zwłaszcza wtedy kiedy rozrosła się kultura memów i przesyłania sobie śmiesznych obrazków. Gdzie by człowiek nie spojrzał spoglądał na niego śmieszny, albo słodki kot. Strona http://knowyourmeme.com, podaje 304 typy memów dotyczących kotów – co oznacza, że co najmniej 304 obrazki, zdjęcia czy ilustracje mogą z różnymi podpisami latać po sieci. To daje właściwie nieskończoną ilość kotów w necie.
Nie zależnie od tego od jak dawna jesteście w internecie wcześniej czy później każdy zrobi "Aww" na widok kota, który coś przytula
Dobra więc dlaczego właściwie koty? Cóż pewien naukowiec z Texasu który łączył deklarowane przywiązanie do kotów albo do psów z cechami psychicznymi odkrył, że ludzie deklarujący swoje przywiązanie do kotów są bardziej neurotyczni. Można by więc stwierdzić, że po prostu jest to też cecha ludzi siedzących przy komputerze na tyle długo by bawić się memami. Inni wskazują na dość rozsądny związek pomiędzy posiadaniem kota a nie ruszaniem się z domu. Posiadacz psa musi go wyprowadzać podczas kiedy posiadacz kota musi go co najwyżej raz na jakiś czas spędzać z klawiatury. Poza tym jak zwierz dowiedział się z jakiegoś artykułu istnieje związek pomiędzy byciem nerdem czy geekiem a posiadaniem kota ( a nawet jeśli nie to popkultura bardzo stara się nam to wmówić). Co do pozostałych logicznych argumentów, to wskazuje się, że koty być może wcale nie są najpopularniejsze tylko po prostu były pierwsze co sprawia, że jest ich w Internecie więcej niż czegokolwiek innego.
Plus minus jest to dobrey opsi tego co można znaleźć w Internecie, poza pornografią i masą zbędnych danych
Nie mniej wydaje się że olbrzymia kariera kotów w Internecie wiąże się z czymś zupełnie nie racjonalnym. Poza oczywistym faktem, że koty, które zawsze starają się zachować godność i powagę są śmieszne kiedy ową godność i powagę tracą ( każdy właściciel kota wie, że koty są mistrzami w udawaniu, że wyrżnięcie nosem w podłogę po nieudanym skoku było czynnością zaplanowaną), oraz że małe kociątka są przesłodkie, dochodzi jeszcze jeden czynnik. Wydaje się, że obecność kotów w Internecie ma na nas działanie w jakiś sposób terapeutyczne. To trochę tak jak oglądanie szczeniąt i młodych jakiegokolwiek innego gatunku – nawet jeśli nasze życie jest beznadziejne można się nad nimi pozachwycać i człowiek od razu czuje się lepiej. Małe kotki nadają się do tego idealnie bo są przecież ciekawe świata a przy tym mają olbrzymie oczy, którymi wpatrują się w człowieka tak, że nie sposób im niczego odmówić. I choć rzecz jasna świat od oglądania takich zdjęć nie zrobi się lepszy a nasze problemy nie znikną to przynajmniej jakoś podniesiemy się na duchu – zwierz nie wie dlaczego tak działa ludzka psychika ale cos w tym jest. Być może wychodzimy z założenia że póki kocięta są słodkie póty jest nadzieja dla ludzkości. Niektórzy badacze twierdzą, że koty w Internecie do pewnego stopnia stanowią idealną przeciwwagę do tego co w sieci nas odrzuca. Ich zdaniem jeśli przeglądamy na zmianę obie zawartości Internetu wspominane w pierwszym akapicie możemy uzyskać jakąś równowag ę psychiczną.
Czy życie nie jest odrobinę lepsze kiedy człowiek popatrzy sobie na kotki.
No dobra ale dlaczego nie psy? Zdecydowanie większa ilość osób deklaruje się przecież jako wielbiciele psów ( w USA jest to ok.42% w stosunku do kilkunastu procent zadeklarowanych „kociarzy”). Specjaliści twierdzą, że problem z psami jest taki, że ich intencje człowiekowi stosunkowo łatwo jest odczytać. Trudno powiedzieć to o kotach które mają w sobie coś tajemniczego, a przynajmniej tą tajemnicę świetnie sugerują. Co więcej, nikt chyba nie podważy stwierdzenia, że przy pomocy zdjęcia kota można zarówno człowieka rozczulić jak i udowodnić mu, że jest podrzędną formą istnienia. Koty mają bowiem zaskakującą zdolność zarówno bycia najsłodszymi jak i najbardziej pogardliwymi stworzeniami na świecie. Do tego dochodzi jeszcze kwestia cudownych obrazków dużych kotów – Lwów, Tygrysów czy Gepardów, które zachowują się podobnie jak domowe dachowce, co zawsze budzi rozczulenie o właścicieli tych drugich. Tego psy nie są w stanie pobić, nawet jeśli szczenięta są równie słodkie jak kocięta. Bo właściciele psów dzielą się na tych którzy mają psy duże i małe, na tych którzy mają psy rasowe i ze schronisk. Tymczasem wszyscy posiadający kota mają kota. I chcą oglądać jego zdjęcie w Internecie. Co więcej wydaje się, że o ile istnieje coś takiego jak „fanatyczny posiadacz kota” o tyle dużo rzadziej zdarza się fanatyczny posiadacz psa. Oczywiście istnieje jeszcze jedna teoria, że tak naprawdę koty sterują ludźmi i doprowadziły do tego, że zamiast zajmować się ważnymi sprawami jak praca czy pisanie artykułów przesyłamy sobie zdjęcia kotów robiących śmieszne rzeczy. Wyznawcy takiej teorii są również przekonani, że to drugie podejście kotów do władania światem – pierwsze prawie doszło do skutku kiedy koty przekonały Egipcjan że są boskimi istotami. Niestety nie miały wtedy mocy opanowania całego globu – co innego Internet, który sięga właściwie wszędzie – to szansa dla kotowatych by podbić ludzkość. Tak więc lepiej karmcie dobrze własne kotowate bo od tego może zależeć wasza przyszłość.
POdstawowa różnica między psem a kotem, która trochę tłumaczy nasze ciągłe zainteresowanie tymi drugimi.
Ale odłóżmy na bok podejrzanie logiczne teorie spiskowe. Niektórzy mówią, że nasze zainteresowanie kotami nie jest niczym nowym i kot zawsze stanowił w naszej kulturze bardzo silny i często przywoływany motyw, inni twierdzą, że kot to zwierzę czterech ścian i Internet jest naturalnym miejscem jego występowania. Jeszcze inni twierdzą, że proporcje twarzy kota przypominają proporcję twarzy dziecka i stąd całe zainteresowanie ( zwierz w to wątpi bo gdyby tak było cały Internet opanowałyby zdjęcia mopsów). Zdaniem zwierz najciekawsze jest jednak to, że koty nie tyle opanowały Internet co pokazały, ze istnieje coś co lubią naprawdę wszyscy. Bo zdaniem zwierza za największy sukces kocich memów w Internecie odpowiada to, że jeśli odłożymy na bok nie ortograficzne napisy po angielsku to śmieszne zdjęcie lub filmik z kotem jest śmieszne wszędzie. Niezależnie czy użytkownik pochodzi z Japonii czy z Afryki kot który długo szykuje się do skoku by potem runąć jak długi przed siebie jest śmieszny. Stąd rodzi się w zwierzu podejrzenie, że być może nasze powszechne zainteresowanie kotami wcale nie powinno dziwić, może mimo wszystko próbujemy jako ludzkość znaleźć jakąś międzynarodową formę porozumienia. Być może nie będzie to język wspólny tylko zdjęcia z kotami. Lepsze to niż nic. Choć jak ktoś słusznie napisał lepiej by obce cywilizacje nie czerpały wiedzy na temat ludzkości z Internetu.
Koty nie koniecznie muszą być zadowolone z tego że przywołują uśmiech na naszej twarzy
Z resztą kiedy zwierz to pisał jak na zawołanie na jego tablicy na facebooku pojawiło się śmieszne zdjęcie kota. Bo być może na tym polega cała tajemnica. Ludzie od zawsze dzielili by się śmiesznymi zdjęciami swoich kotów, który każdy mógłby pstryknąć w ciągu całego kociego życia miliony. Ale dopiero teraz mają gdzie je wrzucać. I słuchać wyrażanych w kilku językach świata komentarzy na temat tego jak słodki/śmieszny/ duży i w ogóle wspaniały jest przedstawiony na zdjęciu kot. Bo koty na zdjęciach najczęściej są wspaniałe.
A psy sobie spokojnie poczekają
Ps: Zwierz nie posiada kota, mieszkał przez lata z kotem w jednym mieszkaniu ale stosunki zwierza z kotem pozostawały chłodne. Zwierz lubi koty ale nie bardziej od psów a w ogóle zwierz najbardziej lubi szczury. To tak na wszelki wypadek co by wywołał niepotrzebne kontrowersje. Ps2: Nie tylko Internet zrobiony jest z kotów jak wiadomo z Tego wpisu jest z nich złożony także pewien brytyjski aktor.
czwartek, 17 maja 2012
Gdzie te kobiety czyli zwierz nie jest feministką ale..
Hej
Zwierz miał dziś was zadręczać swoją wizją tego dlaczego nie doczekamy się w przyszłym sezonie żadnych dobrych seriali, kiedy nagle ( było późno to zwierz zaznacza) przyszło mu do głowy, że powinien się odnieść do czegoś zupełnie innego. Otóż jak może wiecie rozpoczął się festiwal w Cannes. Otworzył go, nowy film ukochanego reżysera zwierza Wesa Andersona ( świetna recenzja Michała Oleszczyka Tutaj) i właściwie można by uznać pokaz blichtru i dobrego kina za otwarty bez zakłóceń gdyby nie jeden drobny incydent. Oto część kobiet się wściekła. Spośród 22 dwóch reżyserów którzy startują po nagrodę nie ma ani jednej kobiety. Co więcej, nikt nie uznał tego za dziwne. Przecież reżyseria zawsze była rzeczą męską, więc czemu ktokolwiek miałby wyznaczać kobiecy parytet. Zwierz musi powiedzieć, że ma wobec sprawy mieszane uczucia, bo wydaje się, że za taki rozkład płci wśród reżyserów nie są odpowiedzialne jedynie festiwale czy nawet ludzie filmu. Zwierz jakoś nie jest w stanie uwierzyć, że wszyscy stoją na przeszkodzie kobietom w zostaniu reżyserem filmowym. Nie mniej prawdą jest że dużo mniej kobiet zajmuje się reżyserią. Oba te zagadnienia zlały się w głowie zwierza w jedno i uświadomiły mu kwestię, która od dłuższego czasu nie daje mu spokoju. Dlaczego bohater serialu musi być mężczyzną?
Tegoroczne Cannes reklamuje kobieta ale w konkursie nie startuje ani jedna reżyserka
Sekundkę powiecie, nie musi! Jest wiele seriali, w których bohaterami są kobiety. Chirurdzy gdzie wszystko toczy się wokół Meredith Grey, albo Prywatna Praktyka tej samej scenarzystki. A Sex w Wielkim Mieście czy jego odpowiednik dla młodocianych i zamożnych czyli Plotkara? Czy zwierzowi wyleciała z głowy Betty która robiła karierę w czasopiśmie poświęconym modzie? Czyżby zwierz zapomniał o nadawanym na ABC Body of Proof gdzie dzielna pani patolog na podstawie wyglądu wątroby poszkodowanego wskazuje zabójcę? No i chyba zwierzowi nie umknęło pięć kobiet z Westeria Lane, które były przez ostatnie osiem sezonów Gotowe na Wszystko. Nie zwierz ma te wszystkie bohaterki w pamięci. Ale właściwie wszystkie łączy jedno. Pojawiają się w serialach, które są kierowane przede wszystkim do kobiet.
Bohaterki Grey's Anatomy chcą zostać świetnymi Chrirgami, ale najpierw muszą się uporać z kwestią posiadanai dzieci, męża i wszystkich perypetii z tym związanych
Nie ma się co krzywić i zaprzeczać – stacja ABC specjalizuje się w produkcjach przeznaczonych przede wszystkim dla kur domowych – produkcje tej stacji zawsze są tak wyważone, że choć przychylają się prawom mniejszości seksualnych jednocześnie zawsze wykazują duże przywiązanie do wartości patriotycznych i poświęcenia amerykańskich żołnierzy. Nie jest to do końca przypadek bo dzięki temu seriale zgarniają cały przekrój polityczno społeczny amerykańskich kobiet , nie tracąc nawet tych bardziej konserwatywnych. We wszystkich wymienionych przez zwierza serialach bohaterki co prawda zajmują centralne miejsce w opowieści ale tak naprawdę są zredukowane do bardzo kobiecych ról ( zwierz ma nadzieję ze mu się za bardzo nie oberwie) – Mereditch czy Cristina są co prawda świetnymi Chirurgami ale pragnienie posiadania męża czy dziecka ( lub też brak takiego pragnienia) stanowią w sumie ważniejszy element dramaturgii niż osiąganie przez nie kolejnych stopni na drodze do lekarskiej samodzielności. Z kolei w Brzyduli Betty cały koncept opierał się na przemianie jaką brzydka dziewczyna przechodzi pod wpływem magazynu o modzie. Co do Plotkary to ponownie – bohaterki nie zajmują się niczym tylko gonieniem lub uciekaniem przed miłością swojego życia. Nawet teoretycznie wyzwolone bohaterki Sexu w Wielkim Mieście w ostatecznym rozrachunku okazały się poszukiwać męża i dzieci. Zwierz nie ma zarzutów do tych seriali. Dobrze się je ogląda, trafiają w określone gusta i określone zapotrzebowania. Problem pojawia się tam gdzie nie ma prawie żadnej alternatywy dla takiego przedstawiania kobiet.
Silne kobiety są dobre w serialach przeznaczonych dla kobiet.
Oczywiście bywają seriale gdzie kobiety są inne – przez lata takim serialem było Bones gdzie doktor Brennan gdzieś miała społeczne konwenanse, i role kobiece. Świetnie sama zarabia, nie boi się trupów kości i paskudztw i pięknie operuje poza wszelkim schematem czy stereotypem. Siłą jej postaci zawsze było to, że to jej partner w tropieniu zbrodni Booth zajmował się duchową stroną ich śledztw. Zwierz przestał kilka tygodni temu oglądać ten serial. Zrobił to dokładnie w momencie kiedy bohaterka rozpłakała się przy stwierdzeniu, że nie chce zostawiać córeczki w żłobku i iść do pracy ale musi. Zwierz stwierdził, że nie jest to już ta sama postać. Obok Brennan w oglądanych przez zwierza serialach wyróżnia się też Liz Lemon, może jest nieco nieudaczniczką ale jest też bardzo dobrym szefem ( właśnie szefem) zespołu przygotowującego program komediowy na żywo. Jest oczywiście jeszcze bohaterka Układów i dzielna prawniczka z Good Wife, choć ten ostatni przypadek jest dla zwierza o tyle sporny, że w serialu trochę za bardzo eksploatuje się ten element bycia żoną, matką, kochanką czy potencjalną kochanką ( tzn. wydaje się zwierzowi że zdecydowanie bardziej niż gdyby bohaterka była mężczyzną). To właściwie wszystkie żeńskie postacie, które pojawiają się na pierwszym planie jako główne bohaterki seriali kierowanego do szerokiej publiczności, który ogląda zwierz.
W Bones kobiety są silne, do czasu kiedy urodzą dzieci
Na drugim planie rzeczywiście jest ciekawej – mamy przecież ( a właściwie mieliśmy) Cuddy w Housie, agentkę Lisbon w Metaliście, dzielną policjantkę Kate Backett w Castle, czy także pracującą w policji siostrę głównego bohatera w Dexterze. Ale jeśli rzucicie okiem na to zestawienie to jedno powinno wam się od razu rzucić w oczy – tytuły seriali to House, Mentalista, Castle czy Dexter – jednocznacznie sugerujące, na jakiej postaci mamy się skupiać i jaka jest najważniejsza i pierwszoplanowa. Bo silna kobieta – nawet z ciekawą karierą i dystansem do uczuć i romansu stała się jedną z ulubionych standardowych postaci w serialach o męskim bohaterze. Spełnia ona z jednej strony zadanie matki – pilnując by nasz bohater za bardzo nie narozrabiał i nie zrobił sobie krzywdy, z drugiej nieskonsumowane napięcie seksualne pomiędzy tą dwójką przyciąga ludzi przed ekrany telewizorów. Teoretycznie są w serialu równi, ale praktycznie wszystko wychodzi na jaw wtedy kiedy kamera musi zdecydować za kim podąży, a podąży właściwie prawie zawsze za mężczyzną. A jeśli nawet nie – to on i jego umiejętności ( bo we wszystkich przypadkach chodzi o pewnego rodzaju „innych” mężczyzn) będą kołem napędowym akcji. To fakt, że Castle jest poszukującym inspiracji pisarzem, Dexter zdolnym zabójcą, Mentalista niesamowitym manipulatorem a House najlepszym na świecie diagnostą sprawia, że snujemy opowieść. Co ciekawe zwierz zrobił ostatnio eksperyment mentalny zastanawiając się, czy istnieje jakakolwiek przesłanka by wszyscy ci bohaterowie byli mężczyznami. Co ciekawe znalazł bardzo niewiele elementów fabuły, które wskazują na konieczność takiej decyzji. Większość z nich mogłaby być mężczyznami. Ale nie są.
Cuddy w Housie to chyba najbardziej typowy przykład silnej kobiety, która jest na wyższym stanowisku niż bohater ale jej rola sprowadza się głównie do opieki nad niesfornym acz genialnym głównym bohaterem serialu
Co ciekawe zwierzowi wydaje się, że najczęściej silne kobiety mają szansę na ciekawe wątki wtedy kiedy akcja rozdrabnia się na tyle, że właściwie ilość bohaterów utrudnia absolutnie jednoznaczne wskazanie, kto jest główna postacią. Co prawda Mad Men nie jest idealnym przykładem bo po pierwsze ma Men w tytule a po drugie wszyscy wiedzą, że głównym bohaterem jest Don Draper ale pośród wszystkich innych postaci, którym poświęca się czas na ekranie stosunkowo dużo dostaje go Peggy dziewczyna zdecydowanie nastawiona na zrobienie kariery, a do tego dobrze wyważona – zdaniem zwierza jest to jedna z tych postaci, w której dobrze zaznaczono kwestie kłopotów jakie ma robiąca karierę kobieta, ale nie czyniąc z tego głównej cechy postaci. Podobnie w How I Met Your Mother, które ponownie koncentruje się na Tedzie ale z każdym sezonem co raz więcej czasu dostają inni bohaterowie – zwierzowi nie chodzi nawet o Robin, która nie jest szczególna zwolenniczką posiadania dzieci i zawierania małżeństw, ale o Lily – jedną z ciekawej zarysowanych bohaterek, która co prawda ma i męża i dziecko ( co prawda dopiero od jednego odcinka) ale absolutnie nie zastała wepchnięta w kobiece schematy zachowań – wręcz przeciwnie – takimi cechami obdarzono bardziej jej męża Marshalla ( tu zwierz musi zamieścić uwagę dla wszystkich którzy uważają że nie ma cech męskich i żeńskich że mówimy o popkulturze, która opiera się na stereotypie). Zwierzowi wydaje się, że mimo swojego historycznego tła takim serialem jest też, Dowton Abbey gdzie mimo wszystko nie da się nie dostrzec, że motorem napędowym akcji ale także co raz częściej tymi które decydują o tym jakie decyzje zostaną podjęte są kobiety, i co ciekawe – ze wszystkich pokoleń i klas społecznych. Z kolei w Grze o Tron twarde kobiety występują masowo choć jedynie na dwie do pięciu minut poszatkowanego i podzielonego na wielu bohaterów odcinka.
Zwierz lubi postać Peggy bo od samego poczatku wydaje sie być odrobinę bardziej bezwzględna niz wielu jej kolegów z pracy
Jednak tym co właściwie zwierza zastanawia to fakt, że mimo wszystko ktoś kto siada przy komputerze by napisać scenariusz spośród wszystkich decyzji jakie musi podjąć odnośnie postaci jakie zasiedlą jego wyimaginowany świat jedną podejmuje dużo szybciej i prościej niż pozostałe. Decyduje się, że główny bohater będzie mężczyzną. Zwierz nie jest szczególnym fanem feministycznego podejścia do analizowania popkultury ( podobnie jak nie jest fanem analizowania jej przez jakąkolwiek inną ideologię) ale jest to zjawisko absolutnie fascynujące. Bohater musi być mężczyzną. Kto pisze o bohaterkach kobietach? Zaskakująco często same kobiety – zwróćcie uwagę, że scenariusz do Bones powstał w oparciu o książki znanej antropolożki, Grey’s Anatomy pisze kobieta, podobnie jak Tina Fey pisze 30 Rock ( a nawet jeśli nie piszą poszczególnych odcinków, to wymyśliły serial). Czyżby więc chodziło tylko i wyłącznie o to, że męscy scenarzyści po prostu nie umieją sobie wyobrazić kobiet w głównej roli? Że wolą pisać o mężczyznach bo dobrze ich znają? Źle by to świadczyło o wyobraźni naszych scenarzystów. Ale może nie należy się denerwować tylko zdać kolejne obok postawionego na samym początku pytanie – dlaczego jest o tyle więcej scenarzystów niż scenarzystek. Kiedy mężczyźni ukradli kino kobietom? A może tak było od 1895 kiedy bracia Lumiere zrobili swój pierwszy pokaz a my po prostu jeszcze nie zdążyłyśmy kina podbić? Zastanawiające.
PS: Zwierz rzecz jasna nie opiera swoich uwag na wszystkich istniejących serialach telewizyjnych, lecz jedynie na tych które ogląda lub ogląda jednym okiem.
PS2: Wszystko przez to, że w sieci pojawił się zwiastun Elementary – serialu CBS o uwspółcześnionym Sherlocku Holmesie, w którym Watson jest kobietą co sprawiło, że nie jeden fan zaczął zadawać sobie pytanie dlaczego Holmes nie może być kobietą skoro bawimy się zmianą płci.
środa, 16 maja 2012
Błagam skończ już czyli zwierza refleksje około finałowe
Hej
Ponieważ zbliża się koniec niemal wszystkich seriali jedno słowo zaczyna co raz szybciej i szybciej krążyć w naszych głowach, wyrywać nas ze snu czy sprawiać że krzyczymy nazwiska scenarzystów i bohaterów na głos w środku nocy kiedy w końcu znajdziemy czas na to by obejrzeć zaległy odcinek. Jakie to słowo? Cliffhanger.
Zwierz musi powiedzieć, że sam nie ma nic przeciwko cliffhangerom, czyli wątkom urwanym w połowie, kiedy pojawiają się mniej więcej w środku sezonu serialowego. Jasne jest, że ta metoda przyciągania widowni przed ekrany, jest znacznie starsza od seriali i nawet u Homera akcja zwykła się niekiedy rwać w ciekawym momencie by przytrzymać czytelnika przy opowieści. Ale problem polega na tym, że co raz częściej zwierz odnosi wrażenie, że z jednego z licznych sposobów na zainteresowanie widzów dalszymi losami bohaterów Cliffhanger stał się obowiązkowym elementem fabuły, który zamiast pełnić w stosunku do niej rolę podrzędną stał się nadrzędny czy wręcz dyktujący to jak historia ma się układać. Urwane wątki – kiedyś zdarzające się czasami, dziś są absolutnie koniecznym elementem niemal każdego serialu – nawet komediowego, co wydaje się być zbędne bo w sumie widzowie nie oglądają seriali komediowych dla samej fabuły co raczej dla typu humoru jaki serial reprezentuje. A nawet jeśli oglądają dla fabuły, to powstaje pytanie czy cliffhanger rzeczywiście ma aż taką siłę przyciągania?
Wydaje się bowiem, że wiara w to, iż urwany w połowie wątek nie da o sobie zapomnieć jest nie tylko powszechna ale i przeciwstawiana przekonaniu, że do serialu, który zakończy się przed przerwą wakacyjną dobrze nikt nie powróci. Innymi słowy scenarzyści sygnalizują nam, że choć snuli historię przez kilkanaście tygodni nadal są przekonani, że tym co przyciągnie nas w następnym roku przed telewizory nie będzie nasze przywiązanie do historii czy postaci tylko brak elementu domykającego wszystkie wątki. To ciekawe założenie bo zakłada, że nawet do marnego produktu widz wraca jeśli pozostawi się coś w niedopowiedzeniu. Tymczasem zwierz odnosi wrażenie, że choć zasada ta sprawdzała się jeszcze jakiś czas temu, tak obecnie widzowie czują się co raz bardziej zmęczeni cliffhangerami. Dlaczego? Po pierwsze jest ich za dużo - można z niecierpliwością czekać na dopowiedzenie, jednego czy dwóch wątków, kiedy jednak wszystkie elementy historii się nie kończą – wtedy widz czuje się w pewien sposób oszukany – a co więcej zmęczony. Przynajmniej zwierza męczy to, że ostatni odcinek sezonu najczęściej niczego nie kończy tyle na złość zaczyna nowe wątki. Druga sprawa to kwestia tego jak ów cliffhanger zostaje wprowadzony – najczęściej scenarzyści decydują się dorzucić nie rozwiązaną sprawę w ostatnim momencie, lub sprowadzić na naszych bohaterów nieszczęście, którego nie mogli przewidzieć. Problem polega na tym, że już gdzieś w trakcie oglądania większości ostatnich odcinków zaczynamy zdawać sobie sprawę, że scenarzyści nie wyrobią się z zakończeniem historii w przepisowym czasie i zamiast cieszyć się odcinkiem żyjemy już tym że przedstawia się nam historię nie dokończoną. Co więcej często Cliffhanger nie wynika bezpośrednio z akcji serialu tylko zostaje doczepiony na siłę, bo przecież musi być. To częściej niż zainteresowanie wywołuje irytację, bo nikt nie lubi kiedy specjalnie dorzuca się scenę jedynie po to by skończyć serial zagadką. Co więcej im dłużej serial obecny jest na antenie tym bardziej kuriozalne bywają takie dodatki bo przecież istnieje ograniczona ilość sytuacji, w których nie wiemy jakie będzie ich rozwiązanie. Trzecia w końcu sprawa wiąże się z tym, że widzowie przez kilka miesięcy bez seriali mają zdecydowanie za dużo czasu na zastanawianie się jak ów rozpoczęty im jak na złość wątek może się rozwiązać – problem polega na tym, że nie ma na świecie scenarzysty równie kreatywnego co grupa fanów czekających na rozwiązanie nie rozwiązanej w serialu zagadki. Tak więc pierwszy odcinek nowego sezonu najczęściej kończy się rozczarowaniem. Zwłaszcza w sytuacji, w której cliffhanger opiera się na postawieniu życia bohatera w sytuacji zagrożenia – wtedy widzowie potrafią świetnie wymyślić jak bohater się uratuje.
No właśnie jedną z popularniejszych metod by bawić się z widownią jest sugerowanie jej że bohater znalazłszy się w sytuacji zagrożenia życia może nie przeżyć do następnego sezonu. Takie zabawy może i by miały sens ( choć niewielki ) gdyby nie fakt, że tydzień po emisji odcinka oświadcza się, że aktor podpisał kontrakt na następny rok. Nie jeden fan zadaje sobie wtedy pytanie po co urywać akcję w połowie skoro wiadomo, że bohater przeżyje? Cliffhanger, który nie daje nawet niepewności staje się irytującym elementem narracji, za którym nikt tak naprawdę nie przepada. Z resztą skoro o tym mowa zwierz musi powiedzieć, że co raz częściej odnosi wrażenie że w ten sposób zaczyna się konstruować filmy. Zwierz może i kocha serie filmów na podstawie komiksów Marvela ale owa legendarna scena po napisach zawsze zamienia je w serię filmów które urywają się w chwili kiedy naprawdę zaczyna być ciekawie. A tu nie mówimy o miesiącach ale o latach czekania na ciąg dalszy. Tymczasem niedopowiedziane historie są fajne, ale takie z puentą są jeszcze fajniejsze.
Wracając jednak do powodu, dla którego cliffhangery umieszcza się pod koniec sezonów – zdaniem scenarzystów, są niezawodnym sposobem na to by widzowie wrócili w następnym roku. Ale to nie koniecznie jest system zero jedynkowy. Zwierz zwrócił uwagę, że seriale zazwyczaj notują niesamowite zwyżki widowni pod sam koniec swojego istnienia na antenie. Zwierz sam obejrzał odcinek, zarzuconych jakiś czas temu Gotowych na Wszystko i podobnie jak inni obejrzy ostatni odcinek Housa. Dlaczego? Nie chodzi jedynie o odpowiedź na pytanie „jak to się skończy” ale na pewną pociągającą wizję, że historia nie będzie mogła się urwać. Zwierz, który od dłuższego czasu nie wiązał z Gotowymi na Wszystko żadnych emocji, czuł radość oglądając odcinek, w którym wiedział, że więcej nie będzie, że nikt nie zostawi pytań bez odpowiedzi, że scena z bohaterkami nie urwie się w połowie. To poczucie komfortu jakie daje oglądanie odcinka serialu, który na pewno będzie stanowił zamkniętą całość uświadomiło zwierzowi jak bardzo nie jesteśmy stworzeni do otwartych historii. Jesteśmy za to stworzeni do wysłuchiwania historii z puentą czy morałem, które to elementy zawieszenie akcji naturalnie odbiera opowieści. Podobnie z Housem – sezon temu cliffhanger zdenerwował zwierza i sprawił, że zwierz porzucił serial, który i tak działał mu na nerwy. Teraz mając pewność, że zobaczy koniec, albo coś na kształt końca musi powiedzieć, że nie może się doczekać odcinka. Nawet jeśli będzie tak przygnębiający jak się zapowiada ( z resztą zwierz jest całkowicie pewien że gdzieś na tym blogu kilka sezonów temu stwierdzał że cała historia nie może się dobrze skończyć).
Ale cliffhanger nie przeszkadza zwierzowi jedynie dlatego, że podważa jego przywiązanie do serialu ( zwierz do seriali brytyjskich wraca chętniej bo w większości się jednak kończą – nawet Sherlock w jakiś sposób się kończy dzięki ostatnim 5 sekundom). Chodzi o to, że cliffhanger czyni z każdego serialu opowieść nie dokończoną – zawieszoną w próżni. Pięknie jeśli stacja zamówi następny sezon –gorzej jeśli tego nie zrobi. Choć wszyscy zawsze piszą seriale z myślą o tym, że następny sezon zostanie nakręcony to jednak nie ma nic smutniejszego niż wydanie na DVD sezonu serialu w którym nie kończą się wątki. Taki niedokończony serial staje się wtedy niezwykle dziwnym dziełem filmowej czy telewizyjnej sztuki. Zwierz nie widzi dla takiego bytu odpowiednika w żadnej innej formie artystycznej. Może jedynie niedokończone symfonie mogą budzić takie uczucia, choć one zawsze równie zachwycają nawet jeśli brakuje ostatnich nut. Natomiast serial urwany w połowie jedynie denerwuje. Nie dlatego, że nie ma dopowiedzenia ale dlatego, ze mamy świadomości iż owo niedopowiedzenie jest decyzją scenarzystów a nie zrządzeniem losu. Kiedyś romantycy próbowali pisać rzeczy niedokończone i jakoś nie wydaje się by dobrze się taki system przyjął w literaturze.
Zwierz pisze to po finale kilku swoich ulubionych seriali. I wiecie co. Te które skończyły się tak ze zwierz mógłby uznać to zakończenie za koniec całej historii są na samym szczycie listy tych na które zwierz czeka. Te, które urwały się w połowie wcale aż tak bardzo zwierza nie pociągają. Tak więc moi czytelnicy, czy tylko zwierz ta działa czy może wszystkich nas należało by zmierzyć nieco inna miarą, niż czynią to serialowi producenci.
Dobra a teraz koniec z dyrdymałami czas na poważne informacje. Zwierz popkulturalny objął swoim patronem konkurs na najlepszą polską fanfikcję związaną z Sherlockiem BBC. Wszystkie informacje na blogu konkursu oraz na jego stronie na facebooku. Zwierz musi was poinformować, że nie tylko będzie zachęcał do udziału ale także ufundował specjalną nagrodę patrona dla jednego ze zwycięzców we wszystkich kategoriach.
Pisanie fan fikcji to frajda, a dopowiadanie historii tam gdzie zostawili ją nasi podli scenarzyści frajda jeszcze większa. Tak więc czytelnicy, do klawiatur !
Konkurs ma taki ładny plakat, że mucha nie siada
wtorek, 15 maja 2012
Czas na nowe czekanie czyli zwierz i filmy z dawna i niedawna wyczekiwane
Hej
Jak wie część czytelników zwierz niezwykle wręcz skupił się ostatnio na czekaniu na nowych Avengersów ale kiedy nadeszli zwierz zorientował się, że minęło już ponad pół roku od kiedy ostatnim razem ustawił sobie listę filmów na które czeka ( jeśli chcecie sprawdzić na co czekał wtedy zwierz kliknijcie w kategorię zwierz czeka na górze strony). Teraz czas listę przemodelować. Tak więc zwierz ponowie dzieli się z wami listą tytułów których doczekać się nie może. Zwierz nie sprawdzał dat premier ale mówimy o produkcjach, które już się kręcą lub już się nakręciły i będą mieć premierę w tym roku albo najwyżej w następnym. Możecie się zapytać dlaczego zwierz to robi? Przede wszystkim dlatego, że jeśli czekać to nie indywidualnie, a poza tym zwierzowi przeszło przez myśl, że może nie wszyscy wiedzą, że powinni znajdować się w stanie ciągłego oczekiwania. Zwierz nie twierdzi że odkrywa tu jakąkolwiek Amerykę – większość z tych tytułów wszyscy znają a niektórzy znają ich dokładne daty pojawienia się na ekranie ale może uda się zwierzowi wcisnąć coś o czym nie słyszeliście.
1.) Prometeusz – no wszyscy słyszeli o Prometeuszu – genialnie promowany, z początku nie budził w zwierzu większego zainteresowania ale od tamtego czasu wiele się zmieniło – po pierwsze zwierz zapałał sympatią do znacznej części obsady ( zwłaszcza do Fassbendera i Idrisa Elby) i nagle historia poprzedzająca wydarzenia przedstawione w Obcym stała się jedną z najbardziej wyczekiwanych przez zwierza premier. Ale nie chodzi jedynie o zapowiadane przez trailer niesamowite efekty specjalne, czy możliwość poznania początków historii, Obcych. Zwierz zaczął odnosić wrażenie, że Ridley Scott zamierza nakręcić prawdziwy film science fiction to znaczy taki, który w jakiś sposób kreuje wizję społeczeństwa, świata ludzkości a potem pozostawia, najczęściej gorzki, komentarz. Jeśli tak będzie zwierz nie ma wątpliwości że Prometeusz zawładnie jego sercem.
Nawet jeśli Prometeusz nie będzie najlepszym filmem to na pewno ma najlepsze filmy promocyjne. Ten ( zwierz nie wie czemu z portugalskimi napisami) łapie się pod małe niepokojące dzieło filmowej sztuki. A Fassbender jest w nim świetny
2.) Cosmopolis – zwierz jest tą produkcją ( która ma się pojawić na ekranach latem) niezwykle zaintrygowany – pozornie streszczenie fabuły – 28 latek miliarder, wsiada do limuzyny by pojechać do fryzjera brzmi dość … średnio interesująco. Co prawda film kręci Cronenberg ale główną rolę gra Pattinson więc nazwiska się w tej produkcji równoważą. Zwierz naprawdę zaintrygował zwiastun. Po prostu po jego obejrzeniu nie miał zielonego pojęcia co właśnie widział, co się będzie działo w filmie i co do tego wszystkiego ma nieszczęsna zmiana fryzury. Ponieważ zwierza zwiastuny intrygują stosunkowo rzadko więc tym razem zwierz uznał, że musi nagrodzić autorów zwiastuna za ich wysiłek i udać się do kina.
Zwierz może stwierdzić, że oprócz całkowitego braku zrozumienia o czym jest ten film zwierza zaintrygował także powtarzający się w zwiastunie motyw szczura.
3.) The Bourne Legacy – zainteresowanie zwierza tym filmem należy całkowicie zrzucić na karb Avengersów. Zwierz co prawda widział Jeremego Rennera w różnych produkcjach ale jakoś nigdy nie mógł do niego zapałać sympatią. Całkiem podobał mu się w Mission Impossible ale nie miał tam za wiele do grania. Po Avengersach zwierz stwierdził, że zdecydowanie życzy temu aktorowi jak najlepiej i ma nadzieję, że uda mu się przebić do pierwszej Hollywoodzkiej Ligi ( zwierz wie, że aktor ma nominację do Oscara ale nie należy mylić uznania krytyki z wysokością czeku i atrakcyjnością propozycji). Zwierz nigdy nie przepadał za Mattem Damonem w trylogii Bourna a Renner wydaje mu się być całkiem na miejscu. Tak więc zwierz chętnie wybierze się do kina sprawdzić czy w tym przypadku trzymanie kciuków odniosło sukces.
Zwiastun zwierza nie porywa ale co mu tam - da produkcji szansę
4.) Anna Karenina – ileż to już biednych Rosjanek rzucających się pod pociąg było na naszych ekranach. Zwierz widział chyba je wszystkie i osobiście nie czuje potrzeby remaku – zwłaszcza że ostatnia wersja z Sophie Marceau i Seanem Beanem była całkiem niezła. Ale z drugiej strony pierwsze zdjęcia z planu na których obok Keiry Knightly jako Anny widać Jude’a Law nie jako Wrońskiego tylko jako Karenina tak zwierza zbiły z tropu że zaczął poważnie rozważać obejrzenie tego filmu tylko po to by przekonać się jak to jest kiedy Karenin podoba się nam bardziej od Wrońskiego. Z drugiej strony zwierz jest ciekawy wizualnej strony filmu Joe Wright odpowiedzialny za Dumę i Uprzedzenie oraz za Pokutę umie kręcić naprawdę piękne filmy więc kto wie, może dostaniemy ładny choć nieco kontrowersyjny kawałek dobrze znanej opowieści.
Wszyscy ci którzy zastanawiają się czemu przez cały czas promowania Sherlocka Holmesa Jude Law chodził w czapce - tu macie odpowiedź - na potrzeby filmu zafundowano mu najmniej twarzową fryzurę dekady
5.) Les Miserables – trzeba przyznać, że zwierz nie przepada za ekranizacją musicali ale z drugiej strony kiedy w ekranizacji jednego z ulubionych musicali zwierza ma zagrać Hugh Jackman to zwierz jest tak trochę bezbronny. Zwłaszcza, że zwierz wie jak świetnie aktor śpiewa więc nawet nie ma wątpliwości że muzycznie film będzie dobry ( czego zwierz nie mógł powiedzieć np. o Upiorze w Operze). Nędznicy nie są dobrym spektaklem na scenę – człowiek musi sobie sporo wyobrażać a i tak bardzo czuje się teatralność przedstawienia stąd zwierz radośnie przyjmie zastąpienie dekoracji teatralnych filmowymi oraz wizję dobrze nakręconego i zaśpiewanego musicalu na dużym ekranie. Choć z drugiej strony po przyjrzeniu się pełnej obsadzie zwierz musi powiedzieć, że chce obejrzeć ten musical z jeszcze jednego powodu – by przekonać się czy Russel Crowe naprawdę potrafi zaśpiewać rolę Javerta.
Na premierę filmu trzeba będzie co prawda poczekać do 2013 ale zwierz już jest zaintrygowany tym co przyniesie taka wypełniona gwiazdami ekranizacja musicalu.
6.) Warm Bodies – wydawało się że romantyczne filmy o istotach paranormalnych mogą objąć wiele owych istot ale zombie są stosunkowo bezpieczne. Nic bardziej mylnego – okazuje się że żywego trupa też można darzyć ciepłymi uczuciami i to nawet ze wzajemnością. Zwierz nie jest szczególnym fanem nekrofili ale jest ciekawy co też takiego zmajstrowali tym razem spece od zamieniania wątków nie romantycznych popkultury w wątki romantyczne. Kto wie może to jeden z tych filmów na który idzie się dla jaj a wychodzi się zachwyconym – choć Iron Sky to chyba było tylko jedno w tym roku co?
Trzeba przyznać, że jak na zombiaka bohater trzyma się nadzwyczaj dobrze i jakoś mało wygląda na rozkładającego się. Może miłość konserwuje
7.) Henryk IV ( część 1 i 2) Henryk V – zalew Henryków powoduje szybsze bicie serca zwierza. Obsada jak zwykle najlepsza bo brytyjska, producent najlepszy bo BBC a do tego jeszcze Tom Hiddlestone ma zagrać Henryka V w Henryku V co w ogóle budzi w zwierzu uczucia cieplejsze niż ciepłe ( choć także lekką konfuzję bo zwierz poprzysiągł nigdy nie dopuścić by jakakolwiek ekranizacja tej sztuki podobała mu się bardziej niż ta z 1989). Zwierz pomija, że to premiera telewizyjna bo znając BBC zrobią to lepiej niż nie jedno wielkie studio. Zwierz uwielbia kiedy zbliża się nowa ekranizacja Szekspira i ma w nosie, że nie powinien się tym już tak ekscytować. Zwierz uwielbia ekranizacje Szekspira i wcale się tego nie wstydzi .
Zwierz bardzo ale to bardzo nie czekał na Henryka V bo bał się, że będzie gorszy od tego z 1989 ale potem zobaczył to zdjęcie i mu nagle przeszło
8.) Great Gatsby – zwierz chce obejrzeć tą ekranizację tylko po to by móc powiedzieć że miał rację. Przy całej swojej sympatii do Baza Luhrmanna zwierz uważa, że jest to film zdecydowanie zbędny. Co więcej jest też zdania że Leonardo DiCaprio nie nadaje się do roli Gatsbiego. Zwierz niby lubi jak jeszcze raz kręcą filmy na podstawie książek które lubi ale tym razem czuje że kolejna adaptacja jest po prostu zbędna – czy naprawdę nie wystarczy nam film według scenariusza Coppoli z młodym Redfordem? Kto to przebije? No dobra może zwierz nie powinien się tak wściekać tylko spokojnie usiąść i poczekać. Co dokładnie ma zamiar zrobić. Choc nadal uważa że nic dobrego z tego nie wyjdzie.
On niby przystojny i opalony, Ona niby taka delikatna i dziewczęca a do bohaterów książki a właściwie do zwierzowych wyobrażeń pasować nie chcą
9.) Moonrise Kingdom – zwierz mógłby ograniczyć się tylko do jednego zdania – nowy film Wesa Andersona i od razu wiedzielibyście dlaczego zwierz musi zobaczyć ten film. No ale zwierz nie będzie podły i dorzuci informację, że obsada jak zwykle szeroka i interesująca – pierwsze pięć nazwisk w Imdb to Edward Norton, Bruce Willis, Bill Murray, Tilda Swinton, Harvey Keitel, a to nie koniec znanych ludzi w obsadzie. Historia jak zwykle sentymentalna – trochę o wielkiej miłości i trochę o skautach wszystko zaś w cudownym lekko retro świecie Andersona. Premiera w USA na dniach i zwierz ma szczerą nadzieję że produkcja nie ominie też naszego kraju.
Trailer zapowiada kolejnego typowego Andersona czyli to co zwierz kocha najbardziej
10.) Skyfall – zwierz czeka na tego Bonda z mieszaniną bólu i zaciekawienia. Bólu bo to jednak nie ten Bond co przez lata – Creig nie kupił serca zwierza i chyba nigdy go nie podbije. Zaciekawienia bo wydaje się, że po dwóch filmach, które opowiadały zupełnie nie Bondowskie historie będziemy mieli do czynienia z pierwszym Bondem odpowiadającym historię niezależną. Ponieważ zwierz jest ciekawy jak wyjdzie kręcenie nowego Bonda bez sentymentalnego bagażu jest gotowy dać produkcji szansę. Zwłaszcza, że Ralph Fiennes i Javier Bardem w obsadzie sugerują że może dostaniemy średniego Bonda ale niezły film. W każdym razie zwierz czeka choć nie powie – bez wielkiego przekonania.
Zwierz uroczyście przysięga że da Bondowi jeszcze jedną ostatnią szansę, a potem... pewnie da mu następną w nadzieji że wrócą dawne czasy
No i oczywiście na koniec – zwierz całym swoim zwierzowym sercem czeka na Hobbita. Bo przecież tylko po to mamy rok 2012 by zamiast końcem świata zakończył się wyczekiwanym przez nas wszystkich powrotem na śródziemie. Zwierz, który uważa że Martin Freeman urodził się by grać Bilba mógłby o tym filmie pisać godzinami mimo, że przecież jeszcze go nie widział. Z resztą zwierz ma niezwykle miłe wspomnienia ( bardziej życiowe niż filmowe ) związane z czekaniem na kolejne części trylogii Jacksona więc miło znów poczuć, że jest taki jeden film na naszej liście tytułów wyczekiwanych.
Ps: Zwierz czeka oczywiście standardowo na Batmana ( choć tylko dla Toma Hardego), Spidermana ( choć bez emocji za to ze sporą dawką sympatii dla obsady) czy najnowszy film Tarantino ( ale to chyba wszyscy wiedzą)
poniedziałek, 14 maja 2012
Co dystrybutor powiedział? czyli zwierza konkurs taglinowy
Hej
Są takie dni kiedy nawet zwierz spogląda na kalwaiturę z pewną niechęcią. Jakie to dni? Te, które zwierz spędza przy klawiaturze od prawie rana do później nocy i ma po prostu kompletnie dość zapisywania słów ( czy ktoś czytał kiedyś Stukostrachy Kinga? Tam była taka maszyna która zapisywała prosto z głowy, zwierz chętnie przeżyłby opisywany w książce koszmar za coś takiego). Co więc zrobić kiedy czytelnicy czytają a chęć pisania jest mniej więcej równa – 1? Ogłosić konkurs.
Na czym polega konkurs? Zasady są dziecinnie proste. Poniżej znajdują się teksty z różnych plakatów – starszych i nowszych – w większości porażające swoją głupotą ( zwierz z resztą pozostawi przy nich złośliwe komentarze bo ma na to ochotę). Co trzeba zrobić by wygrać? Po prostu dopasować dobre filmy do dobrych haseł reklamowych a potem przesłać listę albo na mail zwierza : ratyzbona@gazeta.pl albo w formie wiadomości na stronie zwierza na facebooku ( jest taka opcja – z resztą ogólnie jak jeszcze nie lubicie zwierza na facebooku to zawsze jest dobry czas by to zrobić choć nie jest to konieczne do udziału w konkursie:). Trzy pierwsze osoby wygrywają. A teraz co można wygrać? Do wygrania są trzy zestawy ( w zgłoszeniu trzeba napisać numerek tego, który chce się dostać) : 1. Książka : Duma i Uprzedzenie i Zombie , Płyta z soundtrackiem do Wody dla Słoni, oraz lupa coby udawać Sherlocka Holmesa 2. Książka: Seriale. Przewodnik Krytyki politycznej, płyta z muzyką do Kabaretu, bardzo popkulturalna komiksowa przypinka 3. Książka: Antologia opowiadań „ Jest Legendą” w hołdzie Richardowi Mastertonowi, płyta z muzyką do Tramwaju zwanego Pożądaniem, oraz przypinka z napisem „ I love Sookie” ( z Czystej Krwi)
Do tego nagroda specjalna dla tego kto napisze dlaczego chce wygrać nagrodę specjalną nie mając zielonego pojęcia co to jest.
Jak sami widzicie mówimy tu o opcji : Tyle wygrać!
Dobra a teraz czas na teksty reklamowe – teksty właściwie są napisane normalnie – kursywą złośliwe uwagi zwierza, które mogą zawierać drobne podpowiedzi. Bawimy się od chwili umieszczenia postu do godziny 00:00 ( tolerancja do pięciu minut) z poniedziałku na wtorek.
Dobra zadanie przed wami – do roboty. Tylko jedna ważna prośba – zabawa jest fajna tak długo jak długo nie korzystacie z Google – wtedy właściwie bawimy się w to kto lepiej korzysta z wyszukiwarki a nie kto lepiej skojarzy idiotyzm z filmem. Pewnie część odpowiedzi znajdziecie na zawsze śledzącym taglinowe idiotyzmy plakaty.blox.pl - no ale to od was zależy czy będziecie ściągać.
MIŁEJ ZABAWY I NIECH WYGRA LEPSZY |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ale Konkurs - Patronat zwierza
Całkiem fajne
Czytam w wersji papierowej
Inne ratyzbony
Kontakt do zwierza
Krewni i znajomi królika
Seriale
Zaglądam po info
ZUPA ZE ZWIERZA
Zupełnie nie na temat
Free counters |